niedziela, 28 grudnia 2014

'Obsydian' Jennifer L. Armentout

org. Obsidian
seria: LUX (#1)
wyd. FILIA

Daemon, Daemon, Daemon, Daemon... i właściwie na tym bym mogła skończyć pisać opinię na temat tej książki. To co od niej nie może oderwać czytelnika jest właśnie ten nieziemsko (dosłownie) przystojny, dobrze zbudowany (przeciążenie systemu! przeciążenie systemu) i paskudny z charakteru (ale to tylko maska) facet.

Trzy lata po śmierci ojca, Katy i jej mama przeprowadzają się z Florydy do Zachodniej Wirginii. Naprzeciw jej nowego domu, mieszka rodzeństwo: Daemon i Dee. Katy nie ma żadnych problemów z zaprzyjaźnieniem się z dziewczyną, ale jej brat jest przeciwny tej znajomości, dlatego też stara się odciągnąć od nowo przybyłej, ale im bardziej chce, tym bardziej sam się do niej zbliża. Poza tym to rodzeństwo ma pewien sekret. Są kosmitami.

To co pierwsze uderzyło mnie w tej książce to nie podobieństwo do Zmierzchu, do którego za chwilę przejdę, a to że główna bohaterka jest blogerką i to blogerką książkową. O ile się nie mylę, miałam już do czynienia z bohaterkami, które pracowały w szkolnej gazetce, czy pisały pamiętniki, to z protagonistką, która pisze bloga nie. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ w jakiś tam sposób mogłam się z nią utożsamiać. Poza tym Katy to nie jest chodzący szkielet, jak to wielu autorów nam serwuje, ale to dziewczyna z krwi i kości, która ma krągłości i żyje z tym jak każda z nas.

Wiele osób, które oglądałam na YouTube, mówiło o podobieństwach do serii Zmierzch. Początkowo myślałam, że może jakoś nie będzie tego tak widać, ale nie inspiracje Stephenie Meyer widać gołym okiem. Począwszy od relacji Katy-Daemon, skończywszy na miejscach, wydarzeniach itd. Jakby autorka nagle zmieniła kosmitów na wampiry to można by było posądzić Jennifer L. Armentrout o plagiat.

Tak jak w Zmierzchu, tak i w Obsydianie mamy pierwszoosobową narrację, jednak osoba Katy znacznie lepiej prezentuje się niż Bella, ponieważ ma cięty język, nie boi się wypowiedzieć swojego zdania, ulega czarowi Daemona wewnątrz, ale potrafi mu się sprzeciwić. Nasz kosmiczny Edward też ciekawiej został nakreślony, ponieważ jest mega, mega przystojny (ale o tym już chyba wspominałam), jest takim typowym bad boyem, ale w głębi serca coś czuje i za fasadą niedostępnego faceta ukrywa strasz przed utratą bliskich i troskę o nich.

Nie będę ukrywać, że Obsydian to nie jest literatura z wyższej półki, napisana wzniosłym językiem itd. To książka, która ma nas zrelaksować i w moim przypadku udało jej się to. Czytając pierwszą część z serii Lux przednio się bawiłam i skłamałabym, gdybym nie napisała, że piszczałam z zachwytu przy sprzeczkach Katy i Daemona. I tak jak wiele dziewczyn przede mną uległam jego urokowi (a może to ten jego sześciopak?), więc musiałam go dopisać do listy moich książkowych mężów, bo co jak co, ale takiego faceta jak D. w świecie realnym nie znajdziemy, chyba że odkryjemy planetę, z której on pochodzi.

Zwykle na myśl o czytaniu książek z gatunku sci-fi, gdzie mamy statki kosmiczne, kosmitów i to nie ważne w jakiej postaci ludzkiej czy glutowatej, odpychało mnie. Seriale czy filmy jako tako jeszcze mogłam znieść, ale książek nie. Dlatego do tej pory jedyną książką z udziałem kosmitów jaką udało mi się przeczytać jest Intruz Stephenie Meyer, który swoją drogą mi się nie podobał. Obsydian czytało mi się rewelacyjnie. Było w nim dużo dialogów, język był prosty, może czasami nawet za prosty, ale tego mi właśnie brakowało i dzięki niej, choć na chwilę mogłam się oderwać od spraw życia codziennego i studenckiego. Historia w tej powieści zawarta też nie wymaga zbytniego pogłębienia się nad nią i po prostu pochłania się kolejne strony.

Jeśli miałabym znaleźć jakieś minusy tej książki, to podejrzewam, że dla wielu będzie to że jest podobna do Zmierzchu, jeśli ktoś go czytał i mu się nie podobało, to wątpię, aby Obsydian przypadł do gustu. Drugą sprawą jest to, że czasami opowiadana historia nagle się urywa i często czułam się zdezorientowana i pytałam samej siebie: "Jakim cudem jest następny dzień?" lub "Kiedy ona wróciła do domu?" Niestety nawet szybko czytając, nie da się tego nie zauważyć. Ostatnim minusem dla mnie była ostatnia najważniejsza scena. Kompletnie nie podobało mi się to co autorka zrobiła z Katy i jaką rolę jej przypisała. Chciałabym na ten temat więcej powiedzieć, ale nie chcę Wam spoilerować.

Jestem pewna, że jeśli któraś wytwórnia filmowa zdecyduje się na sfilmowanie tej serii książek, to zrobi ona jeszcze większą furorę niż robi teraz, chociaż nie wiem kogo można by obsadzić w roli Daemona. Po Obsydianie chcę wiedzieć jak dalej potoczą się losy bohaterów i Onyx stoi już na pierwszym miejscu książek do kupienia i bardzo się cieszę, że niedługo ma wyjść również trzeci tom serii Lux.


czwartek, 25 grudnia 2014

'W śnieżną noc' Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle

org. Let It Snow. Three Holiday Romances
wyd. Bukowy Las

Za oknami próżno wypatrywać śniegu. Deszcz jak najbardziej jest, ale śniegu brak. Cóż, takie uroki zmian klimatycznych i chociaż śnieg powinien być, to go nie ma. A święta bez śniegu są dla mnie mało klimatyczne. Już nawet maleńskiego mrozu, który szczypie w uszy i nos mi brakuje.

Kupując tę książkę, wiedziałam, że będę chciała z przeczytaniem jej poczekać do okresu świątecznego, aby wbić się w klimat, którego w tym roku jakoś nie czuję.

W śnieżną noc to zbiór trzech opowiadań, które mówią o miłości. Każde opowiadanie napisane jest przez innego autora. Ja osobiście najbardziej cieszyłam się na część napisaną przez Johna Greena, którego ukochałam sobie w te wakacje. O pozostałych autorach, a właściwie autorkach kompletnie nic nie wiedziałam, a nawet, żeby się jeszcze bardziej pogrążyć, ich nazwiska nie obiły mi się o uszy.

Nie będę przytaczać teraz fabuł tych opowiadać, ale zdradzę Wam, że wszystkie one mają coś ze sobą wspólnego, i nie jest to wątek miłosny, a bohaterowie, którzy w jakiś sposób pojawiają się na kartach kolejnego opowiadania. Co z jednej strony jest fajnych zabiegiem, bo czyta się to jak jedną książkę, ale sięgając po W śnieżną noc, liczyłam na to, że każdy autor wykreuje swój własny świat, który będzie miał tę magię świąt i będzie opowiadać o cudownej, może nawet przesłodzone/przesadzonej miłości.

Jeśli chodzi o opowiadania to najbardziej podobało mi się to pt. Podróż Wigilijna, które napisała Maureen Johnson. Podczas jego czytania dobrze się bawiłam, bardzo polubiłam się z główną bohaterką o dość nietypowym imieniu Jubilatka. Miała ona niesamowity charakter i wypowiadała się w ciekawy sposób, więc ujęła mnie i szczerze mówić, gdybym nie wiedziała, kto napisał tę część to stawiałabym na Johna Greena, bo to opowiadanie miało taki klimat jak jego książki.

Co do samego pana Greena, to muszę przyznać, że tak jak większość z Was zawiódł mnie. Po tym jak przeczytałam wszystkie jego książki i widząc jego nazwisko na okładce, wyobrażałam sobie opowiadanie o miłości, przez które nie będę mogła się pozbierać i będę na przemian śmiać się i płakać. I się trochę pomyliłam. Momentami Bożonarodzeniowy cud pomponowy był śmieszny i to w taki greenowski sposób. I nie będę ukrywać, że Green też ukradł moje serce tym, że mamy w nim Koreańczyków Keuna i JP, a JP to prawie jak JR, więc to już całkowita masakra. (Tak, tak, ja zawsze znajdę analogię do moich ukochanych zespołów kpopowych). Wracając do opowiadania, to miałam wrażenie podczas czytania, że John Green je trochę przedłużył, tzn. zrobił za długi wstęp i nie za bardzo skupił się na wątku miłosnym, a gdy kończyły mu się strony do zapisania nagle sobie o tym przypomniał i postanowił coś w tym kierunku zrobić. Niestety to co zrobił było oklepane i typowe dla seriali dla nastolatków, więc kompletnie mi się nie podobało.

Na koniec mamy Świętą patronkę świnek autorstwa Lauren Myracle. Mówiąc szczerze to opowiadanie mi się kompletnie nie podobało. Strasznie, ale to strasznie mi się dłużyło w porównaniu do dwóch poprzednich. Z tamtymi poradziłam sobie migiem, a przy czytaniu tego nawet piosenki świąteczne nie pomagały i bałam się, że nie skończę go do przyszłych świąt. Główna bohaterka Addie okropnie mnie denerwowała. Serio takiej drama queen od dawna nie poznałam. Jęczała, smędziła, płakała, gadała, że wszystko i wszyscy są przeciwko jej, a później że to jej wina. OGARNIJ SIĘ DZIEWCZYNO!!! Tak chciałam jej powiedzieć, a właściwie wrzasnąć na nią. Współczułam jej koleżanką, że muszą jej wysłuchiwać. Autorka poleciała w tym opowiadaniu najczęstszymi schematami w kategorii romans dla nastolatków. Końcówka tego opowiadania też mi się nie podobała, bo za dużo się tam działo i takiego misz maszu dawno nie widziałam.

Gdyby nie nazwisko Greena na okładce, prawdopodobnie nawet nie sięgnęłabym po tę książkę, bo najzwyczajniej nie lubię opowiadań. Rzadko któremu autorowi udaje się stworzyć takie, które ma ręce i nogi. Zazwyczaj spotykam się ze schematem, jest rozpoczęcie, rozwinięcie, rozwinięcie i nagle booom, ni stąd ni zowąd koniec, który niewiele ma wspólnego z środkiem i początkiem.
Przed przeczytaniem spodziewałam się czegoś innego, więc trochę się zawiodłam. Pierwsze opowiadanie miało wszystkie cechy, których szukałam w opowiadaniu o miłości w czasie świąt: było zabawne, urocze, miało ten idealny klimat, nawet jeśli autorka użyła już znanego schematu, to jednak się obroniła. Drugie było ok, ale nie powaliło na kolana, a trzecie to dla mnie katastrofa.

W żaden sposób nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, bo jeśli chodzi o literaturę związaną ze świętami to poza Opowieścią Wigilijną, nie znam tego typu tytułów.


wtorek, 23 grudnia 2014

Życzenia świąteczne!!!

Ho! Ho! Ho!

Jutro już święta, więc zapraszam Was na filmik, gdzie składam Wam życzenia. Miłego oglądania i wesołych XD


niedziela, 14 grudnia 2014

Bookhaul #1

Hej!

Na instagramie Was zapytałam, jaki filmik dzisiaj chcielibyście zobaczyć na kanale i prawie jednogłośnie odpowiedzieliście, że haul książkowy. Dlatego też zapraszam Was na pierwszy bookhaul na kanale :)


środa, 10 grudnia 2014

'Dziwni' Stefan Bachmann

org. The Peculiar
seria: The Peculiar (#1)
wyd. Fabryka Słów

Rok temu moje oczy ujrzały po raz pierwszy okładkę książki Stefana Bachmanna Dziwni. I już wtedy wiedziałam, że w jakiś sposób musi ona wpaść w moje ręce. Jednak jak to bywa ze mną, na jakiś czas zapomniałam o niej, więc dopiero w listopadzie udało mi się ją przeczytać.

Akcja powieści toczy się w wiktoriańskiej Anglii, gdzie ludzie muszą dzielić swój świat z fantastycznymi stworzeniami o nazwie feyrie. Mimo pokoju, oba gatunki nie pałają do siebie sympatią i magiczne stworzenia są prześladowane, a osobniki mające mieszaną krew mają jeszcze gorzej. Poza tym coś dziwnego zaczyna się dziać i trzeba odnaleźć tego kto za tym stoi.

Nie będę ukrywać, ze największym czynnikiem do sięgnięcia po Dziwnych jest grafika. Książka została przepięknie wykonana. Kolory na okładce są bardzo żywe, przyciągają uwagę i co tu dużo mówić, okładka jest po prostu piękna. W środku też nie jest gorzej, ponieważ na każdej stronie tytułowej rozdziału mamy ten sam obrazek, co ogromnie mi się podoba.

Kolejną interesującą rzeczą jest to, że Dziwni to debiutancka powieść 16-latka. Podczas czytania tej książki byłam po ogromnym wrażeniem, bo Stefan Bachmann wykazał się bardzo dobrze na polu historycznym i niesamowicie przedstawił tamte czasy.

Również podoba mi się to, że mamy tutaj narracje trzecioosobową, jednak została ona przedstawiona z dwóch perspektyw. Pierwszym głównym bohaterem jest Bartholew, dzieciak półkrwi, który jest bardzo ciekawski, a drugą osobą jest pan Jelliby, polityk. Ukochałam sobie szczególnie drugiego bohatera, gdyż był przezabawny i taki czasami nieporadny, że aż rozczulał.

Co do samej fabuły. To ona nieszczególnie mnie zachwyciła. Stefan Bachmann stworzył niesamowity świat, ale akcja toczyła się dla mnie zbyt wolno i niektóre sceny dłużyły mi się niemiłosiernie. Podejrzewam, że gdybym trafiła na tę książkę w wieku 11-15 lat, to możliwe że znacznie bardziej by mi się ona spodobała. Jednak zakończenie spowodowało to, że mam ochotę sięgnąć po kolejną część.

Koniec końców książka mi się w miarę podobała. Liczyłam odrobinę na coś więcej, że się zachwycę, tak jak to się stało z Eragonem. Jak na książkę napisaną przez nastolatka, to zostało bardzo przyzwoicie zrobione i z pewnością będę śledzić jego poczynania. Myślę, że najbardziej ona się spodoba młodszym czytelnikom, którzy jeszcze nie są zbyt zaznajomieni ze światem fantasy. Jestem ciekawa czy wydawnictwo Fabryka Słów wyda kolejną część serii The Peculiar, bo naprawdę ciekawią mnie dalsze losy bohaterów.


sobota, 6 grudnia 2014

Wrap Up Listopad + TBR Grudzień

Hej!

Odkąd wróciłam z Warszawy nie mogę się z niczym wyrobić, więc znowu jest lekki poślizg z Wrap Upem. Czy Wam też listopad minął tak szybko jak mi? Dobra nie zanudzam Was moją pisaniną i od razu zapraszam na podsumowanie czytelnicze miesiąca.



niedziela, 23 listopada 2014

'Olive Kitteridge' Elizabeth Strout + videorecenzja

wyd. Nasza Księgarnia

Podobno życie pisze najlepsze i zarazem najstraszniejsze historie. W książce autorstwa Elizabeth Strout poznajemy losy mieszkańców małej miejscowości Crosby w stanie Maine. Co ich łączy? Jedna osoba, Olive Kitteridge.

Jeśli komuś mówi coś tytuł Okruchy codzienności, które zostały wydane w 2010 roku, to jest to ta sama książka, co Olive Kitteridge.  Za swoją powieść Elizabeth Strout w 2009 roku otrzymała jedną z najbardziej prestiżowych nagród w dziedzinie literatury i dziennikarstwa, czyli Pulitzera. Poza tym pisarka ma na swoim koncie różne inne nagrody, a spod jej pióra wyszło pięć książek.

Gdy sięgałam po tę książkę miałam całkowicie inne wyobrażenie wobec niej. Byłam pewna, że skoro w tytule jest imię i nazwisko głównej bohaterki, to będzie ona przedstawiała historię jej życia. Po części tak jest, ale każdy rozdział mówi o różnych osobach, więc powieść ta wygląda jak zbiór opowiadań. Czasami są rozdziały poświęcone całkowicie Olive, a czasami ona tylko przemknie w rozmowach lub pojawi się na krótką chwilę. Jednak to mi całkowicie nie przeszkadzało, ponieważ wszystko było poukładane chronologicznie i miało sens.

Problemy mieszkańców na które zwraca uwagę autorka są dla nich poważne i poprzez nie pokazuje nam ona ich lęki i sposoby na zwalczanie ich. Została użyta tutaj narracja trzecioosobowa, ale czytelnik i tak jest wstanie dogłębnie zagłębić się w psychikę bohaterów.

Najlepszym przykładem jest tytułowa bohaterka, chociaż nie zawsze mamy dostęp do jej życia, to i tak jesteśmy wstanie powiedzieć jaką osobowością jest. Jeśli chodzi o Olive jako postać fikcyjną to w sumie polubiłam się z nią, ale gdybym miała spotkać taką osobę w prawdziwym życiu, to prawdopodobnie trzymałabym się od niej z daleka. Dlaczego? Już spieszę z wytłumaczeniem.

Olive Kitteridge to była nauczycielka matematyki, która jest bardzo, ale to bardzo wymagająca. Zawsze mówi to co myśli, nawet jeśli miałoby to kogoś urazić lub skrzywdzić. Również ma wyrobione zdanie na temat innych osób albo sobie je tworzy zaraz przy pierwszym spotkaniu. Z drugiej strony widać zamknięcie w jakim żyje, chęć bycia potrzebną i kochaną, strach przed przyszłością etc. Nie jest jej żyć łatwo w tym pomieszaniu emocjonalnym, bo jest rozdarta między tym jak chce się pokazać i tym co czuje.

Czytając tę książkę wpadłam w bardzo nostalgiczny nastrój i często czułam przygnębienie. Najbardziej współczułam Olive, ale inne historie też powodowały bardzo silne uczucia. Z żyłam się z bohaterami, który występują w tej książce, bo ich historie były jak prawdziwe i myślę, że właśne ten fakt wpłynął na to, że ta książka została nagrodzona.

Z technicznego punktu widzenia książka została napisana prostym językiem i teoretycznie powinno się nią przeczytać w ciągu jednego wieczoru. Jednak jest w niej coś takiego, że należy ją czytać wolniej i kontemplować tej treść. Poza tym ze mną było tak, że zbyt duża dawka w ciągu jednego dnia sprawiała, że czułam się przytłoczona emocjonalnie i potrzebowałam przerwy.

To co najbardziej zaskoczyło mnie w tej książce to zakończenie. Kompletnie nie spodziewałam się takiego toku wydarzeń i przyznam, że aż mi się łezka w oku zakręciła.

Komu polecam tę książkę? Osobą, które są bardziej dojrzałe emocjonalnie. To nie jest książka łatwa, lekka na zabicie nudę czy przysłowiowe odmużdzenie się. Nad nią trzeba się zagłębić i w młodszym wieku można jej nie zrozumieć.

Podsumowując Olive Kitteridge jest to naprawdę dobra książka opowiadająca o ludzkich losach, problemach i lękach. Pokazuje jak życie potrafi być przewrotne i mimo to trzeba sobie z tym radzić.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia

niedziela, 16 listopada 2014

Albo Albo TAG

Hej!

Wybaczcie, że na blogu tak mało się dzieje, ale to się zmieni całkiem niedługo, gdy już będę miała w stu procentową pewność co do tematu pracy licencjackiej. Aktualnie próbuję znaleźć niemożliwe i coraz bardziej świruję z tego powodu.

Dzisiaj zapraszam Was na kolejny TAG, jeden z tych które najmniej lubię, czyli Albo Albo TAG. Nie bardzo go lubię, bo trzeba odpowiedzieć w nim na dość trudne dla czytelnika i książkoholika pytania. Do tagu zostałam nominowana przez Marthę Oakiss >> klik <<, po tym jak pochwaliłam się, że cieszę się, że nikt mnie nie nominował i nie muszę się z nim męczyć, oraz przez Alex x z bloga Książkowniaa >> klik << Za obie nominacje bardzo dziękuję :)

Miłego oglądania!


1. Wolisz czytać tylko trylogie, czy powieści jednotomowe?
2. Wolisz czytać tylko autorki, czy tylko autorów?
3. Wolisz kupować tylko w empiku, czy tylko na stronach internetowych?
4. Wolisz żeby wszystkie książki zostały zekranizowane, czy przekształcone w serial?
5. Wolisz czytać 5 stron dziennie czy 5 książek tygodniowo?
6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy dobrym autorem?
7. Wolisz czytać 20 swoich ulubionych książek w kółko i w kółko, czy czytać tylko nowe lektury?
8. Wolisz być bibliotekarką czy sprzedawczynią książek?
9. Wolisz czytać tylko ulubiony typ literatury czy wszystko poza ulubionym typem literatury?
10. Wolisz czytać tylko książki fizyczne czy tylko e-booki?


sobota, 8 listopada 2014

Wrap Up Październik + TBR Listopad

Hej!

Wybaczcie mały poślizg z opublikowaniem tego filmiku, ale chociaż nagrałam go na samym początku listopada to nie miałam kiedy go obrobić. Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie czytelnicze miesiąca, czyli Wrap Up za październik i TBR na listopad.



piątek, 31 października 2014

Zombie Apocalypse Book TAG

Hej!

Halloween to jedyny czas w roku, gdy nie musimy pięknie wyglądać, wręcz przeciwnie powinniśmy wyglądać najgorzej z możliwych. Osobiście nigdy nie brałam udziału w Halloween rodem z USA, niestety gdy zaczęło to być modne w Polsce byłam za stara na takie zabawy, dlatego też dzisiaj postanowiłam się trochę zabawić i nagrałam dla Was TAG z zombie w roli głównej.

TAG nazywa się Zombie Apocalypse Book TAG i zostałam nominowana do niego przez Sylwię z kanału Twierdza Zbudowana z Książek >> klik << Za nominację serdecznie dziękuję. Ten TAG miał powstać nieco później, gdy dobiorę się do mojej biblioteczki, ale plany się zmieniły i postanowiłam zrobić go przed innymi TAGami.

Miłego oglądania!



sobota, 25 października 2014

'Zostań, jeśli kochasz' Gayle Forman + videorecenzja


http://nk.com.pl/zostan-jesli-kochasz/2049/ksiazka.html#.VEa0ARbvbiw

org. If I Stay
seria: If I Stay
wyd. Nasza Księgarnia

Najpierw był szał na Gwiazd naszych wina, a teraz ogromnym zainteresowaniem cieszy się Zostań, jeśli kochasz. Tak samo jak w pierwszym przypadku książka Gayle Forman zyskała sławę dzięki filmowi, który został nakręcony na jej podstawie i wszedł do kin we wrześniu 2014 roku.

Mia ma wielkie plany na przyszłość związane z muzyką. Od dziecka ona gości w jej życiu i od wielu lat gra na wiolonczeli. Jest bardzo utalentowana, dlatego też stara się o przyjęcie do jednej z najlepszych szkół artystycznych na świecie, Julliard School. Pewnego dnia Mia wraz z rodzicami jedzie w odwiedziny do znajomych, jednak dochodzi do wypadku, w którym giną jej rodzice. Młodszy brat Teddy walczy o życie, a ona zawieszona jest między światem żywym i drugą stroną. Co wybierze?

Podejrzewam, że wiele osób może kojarzyć tę książkę z jej poprzedniego tytułu, czyli Jeśli zostanę, która została wydana w 2010 roku. Niestety wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o jej istnieniu i właśnie za sprawą filmu po raz pierwszy o niej usłyszałam.

Nigdy wcześniej też nie miałam styczności z twórczością Gayle Forman, chociaż wiele dobrego słyszałam na jej temat z zagranicznego booktube'a i teraz mam ogromną ochotę sięgnąć po jej kolejne książki.

Wracając do Zostań, jeśli kochasz. Chociaż z każdej niemalże strony słyszałam ochy i achy to jednak nie starałam się pokładać w niej zbyt wielkich oczekiwań. To była bardzo dobra decyzja, ponieważ muszę przyznać, że książka naprawdę mi się podobała i w żaden sposób nie rozczarowała.

Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy to objętość książki. Cały czas byłam przekonana, że będzie ona zdecydowanie grubsza, a tak naprawdę nie liczy sobie ona nawet 300 stron. Dla jednych może to być zaleta, bo szybko takie książki się czyta, a dla drugich wręcz przeciwnie. Później przy jej czytaniu zrozumiałam dlaczego mamy taką, a nie inną ilość stron. Akcja całej książki toczy się w ciągu 24 godzin, więc jest to całkiem zrozumiałe.

Historia, która opowiedziana jest z w narracji pierwszoosobowej, a dokładnie mówiąc z perspektywy Mii, podzielona jest na dwie części, które przeplatają się między sobą. Z jednej strony mamy teraźniejszość i to jak dziewczyna obserwuje co się dzieje z nią, jej bliskimi i uczucia towarzyszące jej w tym momencie. Z drugiej strony mamy retrospekcje związane z jej życiem, rodziną, przyjaciółmi, chłopakiem, ale też niepewnościami i problemami.

Jeśli chodzi o mnie to nie przepadam zbytnio za takim typem narracji, ponieważ preferuję trzecioosobową, jednak w tym wypadku nie miałam nic przeciwko. Byłam wstanie lepiej zrozumieć, co dzieje się z Mią i jaką decyzję może podjąć. Jednak nieco brakowało mi tutaj narracji z perspektywy innych osób, ponieważ chciałabym poznać bardziej uczucia jej rodziny, wejść do ich głów, aby wiedzieć co ukrywają.

Jednym z głównych wątków w tej powieści jest miłość między Mią i Adamem. Ich historia nie jest niczym odkrywczym, ale ma w sobie to coś. Oboje interesują się muzyką, jednak są z dwóch różnych światów, bo ona kocha muzykę klasyczną, a on gra w kapeli punkrockowej. Gdy Mia opowiadała o ich związku, nieco mnie denerwowała, głównie przez swoją niepewność. Pewnie inaczej bym na to wszystko patrzyła, gdyby nie fakt, że już nie jestem nastolatką i całkiem inaczej postrzegam tę sferę życia, dlatego też myślę, że ten wątek bardziej przypadnie do gustu młodszym czytelnikom.

Po zakończeniu tej książki zastanawiałam się co bym wybrała. Iść dalej czy pozostać na ziemi, aby stawić czoła nowemu życiu bez tych, których kocha się najbardziej. Nadal nie wiem. Historia przedstawiona w Zostań, jeśli kochasz jest wzruszająca, wiem że wiele osób płakało na niej, w moim przypadku tak się nie stało. To co spotkało Mię, pozwoliło jej poszukać swojej drogi oraz poznać siebie. Gdybym miała polecać tę książkę konkretnej grupie wiekowej, to na pewno poleciłabym ją nastolatką.

Teraz jestem ciekawa jak prezentuje się film na jej podstawie. Na ten temat niewiele słyszałam i muszę koniecznie się przekonać czy oddaje on wiernie książkę. Poza tym Zostań, jeśli kochasz jest pierwszym tomem z serii If I Stay, więc z chęcią bym sięgnęła po drugi tom Where She Went, ale teraz ostrzegam tych, którzy jeszcze nie czytali tej książki, aby nie zaglądali w opis kolejnego tomu, ponieważ mogłoby to zdradzić zakończenie pierwszego.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia*


*Otrzymanie egzemplarza recenzenckiego nie miało żadnego wpływu na moją opinię.





niedziela, 5 października 2014

Bookstagram - wrzesień 2014

Hej!

Ten post miał się pojawić 1 października, ale niestety przeprowadzka + choroba = brak postu. W kolejnych dniach nie miałam siły siedzieć nawet na zajęciach, bo tak mnie rozłożyło, ale to pierwszorzędny obowiązek i trzeba było się trochę przemęczyć, więc gdy wracałam do domu i gorączka mnie rozbierała to ledwo widziałam i tylko spanie było mi w głowie.

To po takim mini wstępie zapraszam do zdjęciowego podsumowania miesiąca :)


We wrześniu rozpoczęłam praktyki w szkole i codziennie podróżowałam z jednego miasta do drugiego. W tym miesiącu też wpadłam na pomysł na założenie drugiego kanału na YT.


Wtedy też zaczęłam czytać Papierowe miasta Johna Greena i muszę przyznać, że nieco mi zeszło, aby je skończyć. Postanowiłam się z Wami podzielić moim skromnym stosikiem książek dystopijnych, które ostatnio tak bardzo kocham, w instagramowej akcji #dystopianbooktag


Po tym jak skończyłam dwie książki, które rozpoczęłam w sierpniu, zabrałam się za Ulicę Tysiąca Kwiatów Gail Tsukiyama. Do tej pory nie mogę wbić się w tę książkę. I tak samo było ze Znakiem Czterech, jak na zdjęciu widać utknęłam na szóstym rozdziale.


Aby zapobiec najgorszemu, czyli nieczytaniu postanowiłam sięgnąć po PS Kocham Cię, którą skończyłam w błyskawicznym tempie. I gdy już wiedziałam, że jak tylko wrócę tu gdzie teraz jestem, to pójdę od razu do biblioteki, więc postanowiłam zrobić sobie listę książek, które chciałabym teraz wypożyczyć.


sobota, 4 października 2014

Wrap Up - wrzesień 2014

Hej!

Ostatnio dorwało mnie jakieś choróbsko i nie miałam siły nic robić, a przecież trzeba było iść na pierwsze zajęcia w tym semestrze. Mam nadzieję, że Wy się dobrze trzymacie i jesteście zdrowi. Dzisiaj zapraszam Was na nieco spóźniony Wrap Up. Przepraszam za to lekkie opóźnienie.



sobota, 27 września 2014

OTWARCIE KANAŁU BOOK PLEASE!!!!


Tak! Nadszedł ten dzień, gdy otwieram mój drugi kanał, który jak ten blog jest całkowicie poświęcony książką i sprawami z nimi związanymi. Kanał nazywa się dokładnie tak samo jak blog. Stwierdziłam, że nie będę wymyślać nowej nazwy i obie rzeczy będą się dopełniać.

Dokładny adres to: 

i założyłam również do niego stronę Facebooka


A teraz zapraszam Was na pierwszy filmik na moim kanale :)


środa, 24 września 2014

'Kamerdyner' Wil Haygood

org. The Butler: A Witness to History
wyd. Marginesy

Prawie rok temu miałam okazję oglądać film Kamerdyner. Bardzo mi się podobał, ponieważ był wzruszający i pokazywał trudną część Amerykańskiej historii. Dlatego też z chęcią sięgnęłam po książkę Wila Haygood, aby ponownie zagłębić się w historię Eugena Allena.

Przed rozpoczęciem czytania, byłam całkowicie przekonana, że książka będzie niemal identyczna jak film. I tu już spotkała mnie niespodzianka. Całe szczęście nie była ona niemiła, ale jedynie inna.

Po raz pierwszy świat usłyszała o Eugenie Allenie podczas wyborów prezydenckich, gdy Barack Obama startował po raz pierwszy. Wtedy Wil Haygood, który jest dziennikarzem Washington Post postanowił znaleźć kogoś kto miał wgląd do Białego Domu i był cichym obserwatorem wydarzeń, które tam się toczyły. Po wielu trudach otrzymał informacje o kamerdynerze, który służył ośmiu amerykańskim prezydentom. W artykule przytoczył on nieco jego sylwetkę, a w książce Kamerdyner jeszcze bardziej ją rozbudował i dodał swoje wspomnienia związane z Eugenem.

W niej też możemy prześledzić to jak toczyła się walka o film, który ujrzał światło dzienne w 2013 roku. Opowiada on jak bardzo różni się postać filmowego Cecila i oryginalnego Eugena. Poza tym mamy tutaj też wgląd w historię Afroamerykanów za czasów dyskryminacji i jak musiał się do tego ustosunkować bohater reportażu. I co jest według mnie najfajniejsze, to sylwetki ośmiu prezydentów, którym Allen służył.

Książka, która nie liczy sobie nawet 200 stron może nieco rozczarować niektórych czytelników. Pewnie osoby, które oglądały film były przygotowane na to, że przeczytają porządną biografie czarnoskórego kamerdynera, a Haygood bardziej rozbudował swój artykuł, który pojawił się w Washington Post.

Muszę przyznać, że również liczyłam na biografię i byłam przekonana, że skoro ta książka jest tak cienka to prawdopodobnie film jest bardzo detalicznym jej odwzorowaniem. Ja się akurat nie rozczarowałam tak bardzo, więc nie mogę narzekać, ale chciałabym jeszcze dogłębniej poznać historię tego pana.


niedziela, 21 września 2014

niedziela, 14 września 2014

[Videorecenzja] 'Wróżbiarze' Libba Bray

Hej!

Musiałam zmienić nieco mój plan jeśli chodzi o recenzję na kanale, ponieważ wiele osób było ciekawych mojej opinii na temat Wróżbiarzy Libby Bray. To co wisi nie utonie i prawdopodobnie, to co miało być dzisiaj będzie za tydzień.

Zanim Was zaproszę na filmik. Chciałabym jeszcze oznajmić, że praca nad nowym kanałem dobiega końca. Oczywiście w trakcie prowadzenia go pewnie coś nowego wpadnie mi do głowy i coś może się zmienić, ale to dopiero po otwarciu. Niedługo zaczynam nagrywać na niego filmiki!

A teraz zapraszam na videorecenzję :)




piątek, 12 września 2014

"Świat według reportera. Japonia" Piotr Kraśko

wyd. National Geographic

Już od dłuższego czasu jestem zakochana w Azji, aktualnie moje serce biegnie bardziej w kierunku Korei Południowej, ale Japonia nadal znajduje się w kręgu największych zainteresowań. Dlatego też zawsze chętnie sięgam po każdą książkę, która albo w tytule ma coś związanego z tym krajem albo akcja jest w nim osadzona. Jednym słowem: obsesja!

Na tę małą książeczkę z serii Świat według reportera natrafiłam na promocji. Widząc, że została ta książka wydana nakładem National Geographic liczyłam na to, że będzie to genialna pozycja, napisana cudownym językiem i sprawiająca, że znienawidzę autora za to, że on tam był, a ja nie. Niestety bardzo się zawiodłam.

Autorem książki jest Piotr Kraśko, dziennikarz TVP. Teraz możliwe, że ujawni się moja ignorancja, ale bardzo niewiele wiem o tym panu. Nie wiem czy on prowadził Wiadomości czy jest jedynie reporterem czy może coś innego robił. Chyba go kiedyś widziałam w programie u Kuby Wojewódzkiego, a może go po prostu z kimś innym mylę.

W głównej mierze książka składa się z reportaży powstałych po tym jak w 2011 roku tsunami uderzyło w Kraj Kwitnącej Wiśni. Gdy już ten temat jest w miarę zakończony autor dorzuca jeszcze różne ciekawostki związane z tym krajem jak np. historyjka o psie Hachiko czy obsesją Japończyków na punkcie Davida Beckhama.

Chociaż książka ma dziewięćdziesiąt cztery strony to okropnie ciężko mi się ją czytało. Była jakaś taka niespójna. p. Kraśko przeskakiwał z myśli na myśl i można było się pogubić, w tym o co mu chodzi. Do tego parę razy zdarzyło mi się powtórzyć to co już wcześniej mówił, co było lekko irytujące. Ale to co najbardziej mnie denerwowało to były porównania Japonii do innych krajów. Najczęściej dziennikarz mówił tutaj o Stanach Zjednoczonych.

W tej książce zabrakło mi prawdziwego reportaża, gdzie dziennikarz opisywałby obrazowo to co dzieje się w Japonii podczas tragedii jaka ich spotkała. Miałam też wrażenie, że dziennikarz chciał się pochwalić swoją wiedzą o innych krajach, bo tak naprawdę nic nie wiedział o kraju, w którym się znalazł i najzwyczajniej lał wodę, jak student podczas egzaminu, do którego się nie przygotował. Do tego niemalże każda japońska nazwa została z polszczona w pisowni. Nie lubię jak coś takiego jest stosowane w książkach, jak już została użyta obca nazwa to chcę wiedzieć jak się ją w oryginale pisze, ewentualnie w adnotacjach powinno się zawrzeć jak ją się czyta i co oznacza.

Bardzo nie lubię pisać źle o książce, ale ta pozycja bardzo mnie zawiodła. Kraj, który kocham i chciałabym zobaczyć tutaj został zaniedbany i niezbyt ciekawie pokazany. I aż ciężko mi uwierzyć, że zostało to wydrukowane przez National Geographic.



niedziela, 7 września 2014

Sierpniowy Wrap Up

Hej!

Wczoraj na swoim kanale wstawiłam filmik, gdzie mówiłam o pewnych zmianach. Już niedługo tutaj ogłoszę konkretny adres książkowego kanału. Po cichu liczę, że uda mi się go otworzyć jeszcze w tym miesiącu, ale mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia, a to wymaga ode mnie nieco nauki i zabawy z programem do edycji.

Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie czytelnicze miesiąca, czyli Wrap Up.


piątek, 5 września 2014

Bookstagram - sierpień 2014

Hej!

Nadszedł nowy miesiąc, więc postanowiłam, że zrobię małe instagramowe, a raczej bookstagramowe, podsumowanie sierpnia. W tamtym miesiącu wpadłam w szał robienia zdjęć, ale tylko niektórym z nich udało się trafić na mój instagram. Ok, więc przejdźmy już do zdjęć :)


Na początek sierpnia skończyłam Wróżbiarzy Libby Bray. Później wrzuciłam na swój kanał Classmate Book TAG, który został stworzony przez Marthę Oakiss. Następnie zabrałam się za kolejną książkę z wyzwania Z półki i w końcu przełamałam się i przeczytałam mangę.


Po tym jak zdenerwowała mnie Blond gejsza, musiałam sięgnąć po inną książkę i padło na Wyznania zakupoholiczki. W sierpniu wybrałam się na shopping z koleżanką i nie omieszkałam zajrzeć do niemieckiej księgarni. I jeszcze musiałam sprawdzić plakat Błękitu szafiru. Oczywiście rozpoczęłam również przygotowania do ReadWeeku.


Tak bardzo spodobała mi się okładka książki autorstwa Kerstin Gier, że aż musiałam sięgnąć po ebooka. No i nadeszła trzecia edycja ReadWeek.


Wciągu ReadWeek zauważyłam, że stuknęło mi ponad 100 subskrypcji, za co jestem niesamowicie wdzięczna. I zapoznałam się też z panem Zielonym :)


To właśnie na instagramie zapowiedziałam bloga i oficjalnie go otworzyłam. Poinformowałam Was też o opublikowaniu na kanale podsumowania z ReadWeek. W sierpniu natrafiłam na super oferty językowe, więc nabyłam książkę do nauki kanji i koreańskiego.


Po ReadWeek zabrałam się za Studium w szkarłacie. I zostałam dwukrotnie otagowana do #booksaroundtherainbow, a moimi kolorami był niebieski i fioletowy. Nareszcie udało mi się też nagrać recenzję książki. Nie mogłam się powstrzymać, aby kupić pierwszy tom książki do nauki kanji. I na koniec zaczęłam Znak czterech, czyli znowu Sherlock.


wtorek, 2 września 2014

Hon to eiga: Niezgodna

Hej!

Zanim przejdę do konkretnej recenzji. Chciałam Was przywitać w nowej serii postów, która nazywa się Hon to eiga, co po polsku oznacza książka i film. W tej serii będę pisać o filmach, które zostały nakręcone na podstawie książek. Czasami też może jakiś serial się wciśnie, bo jak wiemy one też są tworzone na ich bazie. A teraz zapraszam do dalszej części postu :)

org, Divergent
reż. Neil Burger
premiera: 18.03.2014


W ten weekend coś mnie naszło i postanowiłam obejrzeć jakiś film. Od dawna miałam ochotę na ekranizację pierwszej części trylogii napisanej przez Veronicę Roth, więc mój wybór padł właśnie na Niezgodną. Później obejrzałam jeszcze jeden film, ale o tym będzie inny post.

Beatrice Prior żyje w świecie, gdzie społeczeństwo zostało podzielone na frakcje: Prawi, Serdeczni, Nieustraszeni, Erudyci i Altruiści. Do tych ostatnich należy właśnie główna bohaterka. Dziewczyna nie czuje się tam dobrze, ma wrażenie, że w ogóle tam nie pasuje, dlatego wyczekuje na dzień testu, który wskaże gdzie tak naprawdę powinna być. Podczas testu dochodzi do pewnego incydentu. Okazuje się, że wykazał on, iż Beatrice pasuje do Altruizmu, ale również do Serdeczności i Nieustraszonych. Dziewczyna jest Niezgodna, a to zagraża jej życiu.

Prawdopodobnie nie będzie to zbyt dobre porównanie filmu do książki, ponieważ Niezgodną czytałam jakiś rok temu i pamiętam najważniejsze rzeczy, ale szczegóły już wyblakły w mojej pamięci. Jednak uważam, że film bardzo dobrze oddaje książkę. Co prawda przez moją krótką pamięć, miałam chwilę niepewności i nie wiedziałam czy dana scena miała miejsce czy nie. Ale na swoją obronę powiem, że były tylko dwa takie momenty.

Gdy myślę o Niezgodnej to jakoś zawsze na myśl mi się nasuwa określenie 'gorsza wersja' Igrzysk Śmierci. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że obie te serie mają kobiecą bohaterkę i obie są buntowniczkami. Ja jakoś nie przepadam za Tris, często za bardzo mnie irytuje. Ale nie o tym chciałam teraz pisać. Otóż obie serię są bestsellerami, mają rzeszę fanów i powstały na ich podstawie ekranizacje. I po obejrzeniu obu widać jak rozbieżność w jakości. Igrzyska są na znacznie wyższym poziomie poz względem widoków, obsady, strojów. A tutaj dostałam to co się spodziewałam. Liczyłam, że może twórcy choć trochę się postarają i wrzucą w to więcej pieniędzy.

Co do aktorów to rolę Tris gra Shailene Woodley. Wcześniej widziałam ją tylko w Spadkobiercach i w newsach na E! Entertaiment, czyli moje ogólne zdanie na jej temat jest takie sobie. Była ona brana pod uwagę do roli Katniss, i całe szczęście rola przypadła Jennifer Lawrence, ponieważ jakoś nie widzę jej w dystopijnych rolach. W ogóle nie pasowała mi ona do roli Tris, jej twarz była zbyt mało ekspresyjna i cały czas miałam wrażenie jakby chciała wyjść do toalety.

I jeśli myślicie, że teraz zacznę zachwycać się Theo Jamesem, który gra Cztery, to się mylicie. Rozumiem dlaczego dziewczyny się nim zachwycają, ładna twarz, duże brązowe oczy i głęboki głos. A mówiłam o jego ciele? Nie? To do tej listy dopiszmy jeszcze ciało. Z tych wszystkich cech mi się podobał jego głos, reszta raczej nie moja bajka. Po raz pierwszy miałam okazję poznać tego aktora. I nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia, bo jego gra wydawała mi się sztywna.

Twórcy Niezgodnej naśladując kolegów z Igrzysk postanowili do obsady wcisnąć wielkie nazywisko. I w tym przypadku mamy Kate Winslet. No i w tym przypadku muszę powiedzieć, że nie trawię tej aktorki. Nadal nie mogę wybaczyć jej tego, że zgarnęła Oscara z przed nosa Angeliny Jolie za Lektora i że zagrała w znienawidzonym przeze mnie Titanicu. Koniec końców muszę przyznać, że w roli Jeanine Matthews podobała mi się. Plus fajnie było zobaczyć jak obrywa.

Podsumowując. Film mi się podobał. W sumie nie miałam wobec niego zbyt wielkich oczekiwań, więc się nie zawiodłam. Domyślałam się, że Shailene nie podoła tej roli, ale liczyłam, że przystojny Cztery uratuje ten film. To co go ratuje to nie aktorzy, a fabuła. Najważniejsze momenty zostały przedstawione i nie wymyślali jakiś dziwnych rzeczy, które nie wiadomo skąd się wzięły. Co prawda coś tam pozmieniali np. spotkanie z matką, ale ogólnie jest super. Już teraz jestem ciekawa drugiej części, może film mi się bardziej spodoba niż książka. I również mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na genialny pomysł, aby Wierną podzielić na dwie części.