czwartek, 25 grudnia 2014

'W śnieżną noc' Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle

org. Let It Snow. Three Holiday Romances
wyd. Bukowy Las

Za oknami próżno wypatrywać śniegu. Deszcz jak najbardziej jest, ale śniegu brak. Cóż, takie uroki zmian klimatycznych i chociaż śnieg powinien być, to go nie ma. A święta bez śniegu są dla mnie mało klimatyczne. Już nawet maleńskiego mrozu, który szczypie w uszy i nos mi brakuje.

Kupując tę książkę, wiedziałam, że będę chciała z przeczytaniem jej poczekać do okresu świątecznego, aby wbić się w klimat, którego w tym roku jakoś nie czuję.

W śnieżną noc to zbiór trzech opowiadań, które mówią o miłości. Każde opowiadanie napisane jest przez innego autora. Ja osobiście najbardziej cieszyłam się na część napisaną przez Johna Greena, którego ukochałam sobie w te wakacje. O pozostałych autorach, a właściwie autorkach kompletnie nic nie wiedziałam, a nawet, żeby się jeszcze bardziej pogrążyć, ich nazwiska nie obiły mi się o uszy.

Nie będę przytaczać teraz fabuł tych opowiadać, ale zdradzę Wam, że wszystkie one mają coś ze sobą wspólnego, i nie jest to wątek miłosny, a bohaterowie, którzy w jakiś sposób pojawiają się na kartach kolejnego opowiadania. Co z jednej strony jest fajnych zabiegiem, bo czyta się to jak jedną książkę, ale sięgając po W śnieżną noc, liczyłam na to, że każdy autor wykreuje swój własny świat, który będzie miał tę magię świąt i będzie opowiadać o cudownej, może nawet przesłodzone/przesadzonej miłości.

Jeśli chodzi o opowiadania to najbardziej podobało mi się to pt. Podróż Wigilijna, które napisała Maureen Johnson. Podczas jego czytania dobrze się bawiłam, bardzo polubiłam się z główną bohaterką o dość nietypowym imieniu Jubilatka. Miała ona niesamowity charakter i wypowiadała się w ciekawy sposób, więc ujęła mnie i szczerze mówić, gdybym nie wiedziała, kto napisał tę część to stawiałabym na Johna Greena, bo to opowiadanie miało taki klimat jak jego książki.

Co do samego pana Greena, to muszę przyznać, że tak jak większość z Was zawiódł mnie. Po tym jak przeczytałam wszystkie jego książki i widząc jego nazwisko na okładce, wyobrażałam sobie opowiadanie o miłości, przez które nie będę mogła się pozbierać i będę na przemian śmiać się i płakać. I się trochę pomyliłam. Momentami Bożonarodzeniowy cud pomponowy był śmieszny i to w taki greenowski sposób. I nie będę ukrywać, że Green też ukradł moje serce tym, że mamy w nim Koreańczyków Keuna i JP, a JP to prawie jak JR, więc to już całkowita masakra. (Tak, tak, ja zawsze znajdę analogię do moich ukochanych zespołów kpopowych). Wracając do opowiadania, to miałam wrażenie podczas czytania, że John Green je trochę przedłużył, tzn. zrobił za długi wstęp i nie za bardzo skupił się na wątku miłosnym, a gdy kończyły mu się strony do zapisania nagle sobie o tym przypomniał i postanowił coś w tym kierunku zrobić. Niestety to co zrobił było oklepane i typowe dla seriali dla nastolatków, więc kompletnie mi się nie podobało.

Na koniec mamy Świętą patronkę świnek autorstwa Lauren Myracle. Mówiąc szczerze to opowiadanie mi się kompletnie nie podobało. Strasznie, ale to strasznie mi się dłużyło w porównaniu do dwóch poprzednich. Z tamtymi poradziłam sobie migiem, a przy czytaniu tego nawet piosenki świąteczne nie pomagały i bałam się, że nie skończę go do przyszłych świąt. Główna bohaterka Addie okropnie mnie denerwowała. Serio takiej drama queen od dawna nie poznałam. Jęczała, smędziła, płakała, gadała, że wszystko i wszyscy są przeciwko jej, a później że to jej wina. OGARNIJ SIĘ DZIEWCZYNO!!! Tak chciałam jej powiedzieć, a właściwie wrzasnąć na nią. Współczułam jej koleżanką, że muszą jej wysłuchiwać. Autorka poleciała w tym opowiadaniu najczęstszymi schematami w kategorii romans dla nastolatków. Końcówka tego opowiadania też mi się nie podobała, bo za dużo się tam działo i takiego misz maszu dawno nie widziałam.

Gdyby nie nazwisko Greena na okładce, prawdopodobnie nawet nie sięgnęłabym po tę książkę, bo najzwyczajniej nie lubię opowiadań. Rzadko któremu autorowi udaje się stworzyć takie, które ma ręce i nogi. Zazwyczaj spotykam się ze schematem, jest rozpoczęcie, rozwinięcie, rozwinięcie i nagle booom, ni stąd ni zowąd koniec, który niewiele ma wspólnego z środkiem i początkiem.
Przed przeczytaniem spodziewałam się czegoś innego, więc trochę się zawiodłam. Pierwsze opowiadanie miało wszystkie cechy, których szukałam w opowiadaniu o miłości w czasie świąt: było zabawne, urocze, miało ten idealny klimat, nawet jeśli autorka użyła już znanego schematu, to jednak się obroniła. Drugie było ok, ale nie powaliło na kolana, a trzecie to dla mnie katastrofa.

W żaden sposób nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, bo jeśli chodzi o literaturę związaną ze świętami to poza Opowieścią Wigilijną, nie znam tego typu tytułów.


5 komentarzy:

  1. No mi właśnie pierwsze i trzecie podobało się najbardziej. Do Greena jakoś się zraziłam :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę pół roku temu i pamiętam, że najbardziej spodobało mi się pierwsze opowiadanie. Bardzo podoba mi się oryginalna okładka, kiedy się ją weźmie do ręki widać, że tak jakby mieni się wieloma odcieniami niebieskiego i srebrnego, trochę ja okładka "Mary Dyer".

    Wesołych Świąt! :D
    Życzy Alpaka

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś przeczytam, ale nie ze względu na Greena, bo jego fanką nie jestem, bardziej mnie interesują pozostałe opowiadania ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze świątecznych książek chętnie przeczytałabym coś takiego, ponieważ jedyną książką w moim wypadku była również "Opowieść wigilijna". ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie tak samo jak i ciebie skłonił Green do przeczytania, aczkolwiek najbardziej podobało mi się pierwsze opowiadanie o Jubilatce. Bardzo podobało mi się też, że bohaterowie wszystkich trzech historii obracają się w jednym świecie - już w pierwszym tekście zaintrygował mnie Jeb i bardzo się cieszę, że w ostatnim opowiadaniu poznałam jego historię :D Bardzo lubię czytać recenzje twojego autorstwa i chyba chwilowo twoj blog jest jednym z najchetniej przeze mnie czytanych :> Szczesliwego nowego roku!

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!