niedziela, 28 grudnia 2014

'Obsydian' Jennifer L. Armentout

org. Obsidian
seria: LUX (#1)
wyd. FILIA

Daemon, Daemon, Daemon, Daemon... i właściwie na tym bym mogła skończyć pisać opinię na temat tej książki. To co od niej nie może oderwać czytelnika jest właśnie ten nieziemsko (dosłownie) przystojny, dobrze zbudowany (przeciążenie systemu! przeciążenie systemu) i paskudny z charakteru (ale to tylko maska) facet.

Trzy lata po śmierci ojca, Katy i jej mama przeprowadzają się z Florydy do Zachodniej Wirginii. Naprzeciw jej nowego domu, mieszka rodzeństwo: Daemon i Dee. Katy nie ma żadnych problemów z zaprzyjaźnieniem się z dziewczyną, ale jej brat jest przeciwny tej znajomości, dlatego też stara się odciągnąć od nowo przybyłej, ale im bardziej chce, tym bardziej sam się do niej zbliża. Poza tym to rodzeństwo ma pewien sekret. Są kosmitami.

To co pierwsze uderzyło mnie w tej książce to nie podobieństwo do Zmierzchu, do którego za chwilę przejdę, a to że główna bohaterka jest blogerką i to blogerką książkową. O ile się nie mylę, miałam już do czynienia z bohaterkami, które pracowały w szkolnej gazetce, czy pisały pamiętniki, to z protagonistką, która pisze bloga nie. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ w jakiś tam sposób mogłam się z nią utożsamiać. Poza tym Katy to nie jest chodzący szkielet, jak to wielu autorów nam serwuje, ale to dziewczyna z krwi i kości, która ma krągłości i żyje z tym jak każda z nas.

Wiele osób, które oglądałam na YouTube, mówiło o podobieństwach do serii Zmierzch. Początkowo myślałam, że może jakoś nie będzie tego tak widać, ale nie inspiracje Stephenie Meyer widać gołym okiem. Począwszy od relacji Katy-Daemon, skończywszy na miejscach, wydarzeniach itd. Jakby autorka nagle zmieniła kosmitów na wampiry to można by było posądzić Jennifer L. Armentrout o plagiat.

Tak jak w Zmierzchu, tak i w Obsydianie mamy pierwszoosobową narrację, jednak osoba Katy znacznie lepiej prezentuje się niż Bella, ponieważ ma cięty język, nie boi się wypowiedzieć swojego zdania, ulega czarowi Daemona wewnątrz, ale potrafi mu się sprzeciwić. Nasz kosmiczny Edward też ciekawiej został nakreślony, ponieważ jest mega, mega przystojny (ale o tym już chyba wspominałam), jest takim typowym bad boyem, ale w głębi serca coś czuje i za fasadą niedostępnego faceta ukrywa strasz przed utratą bliskich i troskę o nich.

Nie będę ukrywać, że Obsydian to nie jest literatura z wyższej półki, napisana wzniosłym językiem itd. To książka, która ma nas zrelaksować i w moim przypadku udało jej się to. Czytając pierwszą część z serii Lux przednio się bawiłam i skłamałabym, gdybym nie napisała, że piszczałam z zachwytu przy sprzeczkach Katy i Daemona. I tak jak wiele dziewczyn przede mną uległam jego urokowi (a może to ten jego sześciopak?), więc musiałam go dopisać do listy moich książkowych mężów, bo co jak co, ale takiego faceta jak D. w świecie realnym nie znajdziemy, chyba że odkryjemy planetę, z której on pochodzi.

Zwykle na myśl o czytaniu książek z gatunku sci-fi, gdzie mamy statki kosmiczne, kosmitów i to nie ważne w jakiej postaci ludzkiej czy glutowatej, odpychało mnie. Seriale czy filmy jako tako jeszcze mogłam znieść, ale książek nie. Dlatego do tej pory jedyną książką z udziałem kosmitów jaką udało mi się przeczytać jest Intruz Stephenie Meyer, który swoją drogą mi się nie podobał. Obsydian czytało mi się rewelacyjnie. Było w nim dużo dialogów, język był prosty, może czasami nawet za prosty, ale tego mi właśnie brakowało i dzięki niej, choć na chwilę mogłam się oderwać od spraw życia codziennego i studenckiego. Historia w tej powieści zawarta też nie wymaga zbytniego pogłębienia się nad nią i po prostu pochłania się kolejne strony.

Jeśli miałabym znaleźć jakieś minusy tej książki, to podejrzewam, że dla wielu będzie to że jest podobna do Zmierzchu, jeśli ktoś go czytał i mu się nie podobało, to wątpię, aby Obsydian przypadł do gustu. Drugą sprawą jest to, że czasami opowiadana historia nagle się urywa i często czułam się zdezorientowana i pytałam samej siebie: "Jakim cudem jest następny dzień?" lub "Kiedy ona wróciła do domu?" Niestety nawet szybko czytając, nie da się tego nie zauważyć. Ostatnim minusem dla mnie była ostatnia najważniejsza scena. Kompletnie nie podobało mi się to co autorka zrobiła z Katy i jaką rolę jej przypisała. Chciałabym na ten temat więcej powiedzieć, ale nie chcę Wam spoilerować.

Jestem pewna, że jeśli któraś wytwórnia filmowa zdecyduje się na sfilmowanie tej serii książek, to zrobi ona jeszcze większą furorę niż robi teraz, chociaż nie wiem kogo można by obsadzić w roli Daemona. Po Obsydianie chcę wiedzieć jak dalej potoczą się losy bohaterów i Onyx stoi już na pierwszym miejscu książek do kupienia i bardzo się cieszę, że niedługo ma wyjść również trzeci tom serii Lux.


czwartek, 25 grudnia 2014

'W śnieżną noc' Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle

org. Let It Snow. Three Holiday Romances
wyd. Bukowy Las

Za oknami próżno wypatrywać śniegu. Deszcz jak najbardziej jest, ale śniegu brak. Cóż, takie uroki zmian klimatycznych i chociaż śnieg powinien być, to go nie ma. A święta bez śniegu są dla mnie mało klimatyczne. Już nawet maleńskiego mrozu, który szczypie w uszy i nos mi brakuje.

Kupując tę książkę, wiedziałam, że będę chciała z przeczytaniem jej poczekać do okresu świątecznego, aby wbić się w klimat, którego w tym roku jakoś nie czuję.

W śnieżną noc to zbiór trzech opowiadań, które mówią o miłości. Każde opowiadanie napisane jest przez innego autora. Ja osobiście najbardziej cieszyłam się na część napisaną przez Johna Greena, którego ukochałam sobie w te wakacje. O pozostałych autorach, a właściwie autorkach kompletnie nic nie wiedziałam, a nawet, żeby się jeszcze bardziej pogrążyć, ich nazwiska nie obiły mi się o uszy.

Nie będę przytaczać teraz fabuł tych opowiadać, ale zdradzę Wam, że wszystkie one mają coś ze sobą wspólnego, i nie jest to wątek miłosny, a bohaterowie, którzy w jakiś sposób pojawiają się na kartach kolejnego opowiadania. Co z jednej strony jest fajnych zabiegiem, bo czyta się to jak jedną książkę, ale sięgając po W śnieżną noc, liczyłam na to, że każdy autor wykreuje swój własny świat, który będzie miał tę magię świąt i będzie opowiadać o cudownej, może nawet przesłodzone/przesadzonej miłości.

Jeśli chodzi o opowiadania to najbardziej podobało mi się to pt. Podróż Wigilijna, które napisała Maureen Johnson. Podczas jego czytania dobrze się bawiłam, bardzo polubiłam się z główną bohaterką o dość nietypowym imieniu Jubilatka. Miała ona niesamowity charakter i wypowiadała się w ciekawy sposób, więc ujęła mnie i szczerze mówić, gdybym nie wiedziała, kto napisał tę część to stawiałabym na Johna Greena, bo to opowiadanie miało taki klimat jak jego książki.

Co do samego pana Greena, to muszę przyznać, że tak jak większość z Was zawiódł mnie. Po tym jak przeczytałam wszystkie jego książki i widząc jego nazwisko na okładce, wyobrażałam sobie opowiadanie o miłości, przez które nie będę mogła się pozbierać i będę na przemian śmiać się i płakać. I się trochę pomyliłam. Momentami Bożonarodzeniowy cud pomponowy był śmieszny i to w taki greenowski sposób. I nie będę ukrywać, że Green też ukradł moje serce tym, że mamy w nim Koreańczyków Keuna i JP, a JP to prawie jak JR, więc to już całkowita masakra. (Tak, tak, ja zawsze znajdę analogię do moich ukochanych zespołów kpopowych). Wracając do opowiadania, to miałam wrażenie podczas czytania, że John Green je trochę przedłużył, tzn. zrobił za długi wstęp i nie za bardzo skupił się na wątku miłosnym, a gdy kończyły mu się strony do zapisania nagle sobie o tym przypomniał i postanowił coś w tym kierunku zrobić. Niestety to co zrobił było oklepane i typowe dla seriali dla nastolatków, więc kompletnie mi się nie podobało.

Na koniec mamy Świętą patronkę świnek autorstwa Lauren Myracle. Mówiąc szczerze to opowiadanie mi się kompletnie nie podobało. Strasznie, ale to strasznie mi się dłużyło w porównaniu do dwóch poprzednich. Z tamtymi poradziłam sobie migiem, a przy czytaniu tego nawet piosenki świąteczne nie pomagały i bałam się, że nie skończę go do przyszłych świąt. Główna bohaterka Addie okropnie mnie denerwowała. Serio takiej drama queen od dawna nie poznałam. Jęczała, smędziła, płakała, gadała, że wszystko i wszyscy są przeciwko jej, a później że to jej wina. OGARNIJ SIĘ DZIEWCZYNO!!! Tak chciałam jej powiedzieć, a właściwie wrzasnąć na nią. Współczułam jej koleżanką, że muszą jej wysłuchiwać. Autorka poleciała w tym opowiadaniu najczęstszymi schematami w kategorii romans dla nastolatków. Końcówka tego opowiadania też mi się nie podobała, bo za dużo się tam działo i takiego misz maszu dawno nie widziałam.

Gdyby nie nazwisko Greena na okładce, prawdopodobnie nawet nie sięgnęłabym po tę książkę, bo najzwyczajniej nie lubię opowiadań. Rzadko któremu autorowi udaje się stworzyć takie, które ma ręce i nogi. Zazwyczaj spotykam się ze schematem, jest rozpoczęcie, rozwinięcie, rozwinięcie i nagle booom, ni stąd ni zowąd koniec, który niewiele ma wspólnego z środkiem i początkiem.
Przed przeczytaniem spodziewałam się czegoś innego, więc trochę się zawiodłam. Pierwsze opowiadanie miało wszystkie cechy, których szukałam w opowiadaniu o miłości w czasie świąt: było zabawne, urocze, miało ten idealny klimat, nawet jeśli autorka użyła już znanego schematu, to jednak się obroniła. Drugie było ok, ale nie powaliło na kolana, a trzecie to dla mnie katastrofa.

W żaden sposób nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, bo jeśli chodzi o literaturę związaną ze świętami to poza Opowieścią Wigilijną, nie znam tego typu tytułów.


wtorek, 23 grudnia 2014

Życzenia świąteczne!!!

Ho! Ho! Ho!

Jutro już święta, więc zapraszam Was na filmik, gdzie składam Wam życzenia. Miłego oglądania i wesołych XD


niedziela, 14 grudnia 2014

Bookhaul #1

Hej!

Na instagramie Was zapytałam, jaki filmik dzisiaj chcielibyście zobaczyć na kanale i prawie jednogłośnie odpowiedzieliście, że haul książkowy. Dlatego też zapraszam Was na pierwszy bookhaul na kanale :)


środa, 10 grudnia 2014

'Dziwni' Stefan Bachmann

org. The Peculiar
seria: The Peculiar (#1)
wyd. Fabryka Słów

Rok temu moje oczy ujrzały po raz pierwszy okładkę książki Stefana Bachmanna Dziwni. I już wtedy wiedziałam, że w jakiś sposób musi ona wpaść w moje ręce. Jednak jak to bywa ze mną, na jakiś czas zapomniałam o niej, więc dopiero w listopadzie udało mi się ją przeczytać.

Akcja powieści toczy się w wiktoriańskiej Anglii, gdzie ludzie muszą dzielić swój świat z fantastycznymi stworzeniami o nazwie feyrie. Mimo pokoju, oba gatunki nie pałają do siebie sympatią i magiczne stworzenia są prześladowane, a osobniki mające mieszaną krew mają jeszcze gorzej. Poza tym coś dziwnego zaczyna się dziać i trzeba odnaleźć tego kto za tym stoi.

Nie będę ukrywać, ze największym czynnikiem do sięgnięcia po Dziwnych jest grafika. Książka została przepięknie wykonana. Kolory na okładce są bardzo żywe, przyciągają uwagę i co tu dużo mówić, okładka jest po prostu piękna. W środku też nie jest gorzej, ponieważ na każdej stronie tytułowej rozdziału mamy ten sam obrazek, co ogromnie mi się podoba.

Kolejną interesującą rzeczą jest to, że Dziwni to debiutancka powieść 16-latka. Podczas czytania tej książki byłam po ogromnym wrażeniem, bo Stefan Bachmann wykazał się bardzo dobrze na polu historycznym i niesamowicie przedstawił tamte czasy.

Również podoba mi się to, że mamy tutaj narracje trzecioosobową, jednak została ona przedstawiona z dwóch perspektyw. Pierwszym głównym bohaterem jest Bartholew, dzieciak półkrwi, który jest bardzo ciekawski, a drugą osobą jest pan Jelliby, polityk. Ukochałam sobie szczególnie drugiego bohatera, gdyż był przezabawny i taki czasami nieporadny, że aż rozczulał.

Co do samej fabuły. To ona nieszczególnie mnie zachwyciła. Stefan Bachmann stworzył niesamowity świat, ale akcja toczyła się dla mnie zbyt wolno i niektóre sceny dłużyły mi się niemiłosiernie. Podejrzewam, że gdybym trafiła na tę książkę w wieku 11-15 lat, to możliwe że znacznie bardziej by mi się ona spodobała. Jednak zakończenie spowodowało to, że mam ochotę sięgnąć po kolejną część.

Koniec końców książka mi się w miarę podobała. Liczyłam odrobinę na coś więcej, że się zachwycę, tak jak to się stało z Eragonem. Jak na książkę napisaną przez nastolatka, to zostało bardzo przyzwoicie zrobione i z pewnością będę śledzić jego poczynania. Myślę, że najbardziej ona się spodoba młodszym czytelnikom, którzy jeszcze nie są zbyt zaznajomieni ze światem fantasy. Jestem ciekawa czy wydawnictwo Fabryka Słów wyda kolejną część serii The Peculiar, bo naprawdę ciekawią mnie dalsze losy bohaterów.


sobota, 6 grudnia 2014

Wrap Up Listopad + TBR Grudzień

Hej!

Odkąd wróciłam z Warszawy nie mogę się z niczym wyrobić, więc znowu jest lekki poślizg z Wrap Upem. Czy Wam też listopad minął tak szybko jak mi? Dobra nie zanudzam Was moją pisaniną i od razu zapraszam na podsumowanie czytelnicze miesiąca.