Ostatnia podróż do świata snów - "Silver. Trzecia księga snów"

Silver. Trzecia księga snów Kerstin Gier
org. Silber. Das dritter Buch der Träume
seria: Silver - księgi snów (#3)
wyd. Media Rodzina

Drugi tom o Liv Silver pozostawił po sobie słodko-gorzki posmak. Tamta książka nie wciągnęła mnie tak jak pierwszy tom, zabrakło mi w niej humoru, który pokochałam, było za mało świata snów i przez to poczułam się trochę rozczarowana. Byłam jednak ciekawa jak autorka sprowadzi sprawy na właściwi tor, ale przede wszystkim interesowało mnie to jak historia zostanie zamknięta.

Już po przeczytaniu pierwszych stron wiedziałam, że książka będzie mi się dużo bardziej podobać niż poprzedni tom, dlatego że wstęp był tajemniczy, a gdy przyszło do pierwszego rozdziału pękałam ze śmiechu. Sytuacja z Rasmusem była jedną z lepszych jakie wydarzyły się w całej trylogii, a sceny które były powiązane z tym wątkiem były prześmieszne. Jednak to nie były jedyne śmieszne momenty, było ich znacznie więcej i przez to ta książka była weselsza, zabawna, miała pozytywniejszy klimat. Ale w świecie snów było już nieco inaczej.

Tym razem w świecie snów musimy zmierzyć się z mroczniejszymi mocami niż do tej pory. Autorka mieszała mi w głowie istnieniem demona, Pana Mroku. W książce dochodziło do takich zdarzeń, że zaczęłam się zastanawiać czy owy demon czasami nie jest jedynie wytworem wyobraźni, mitem, legendą, ale prawdą. Przez to co się działo, kojarzyło mi się nieco z Harrym Potterem i Komnatą Tajemnic. Było to super, bo nadawało trochę takiego strasznego akcentu, ale nie na takim poziomie, że strach się bać czytać dalej, po prostu włosy mogły się jeżyć. Poza tym trzecia część nawiązywała również do drugiej, ponieważ tak jak w poprzednim tomie, coś dziwnego działo się z ludźmi, którzy otaczali Liv i ekipę snów, ale było to bardziej niebezpieczne niż wcześniej.

Co do rozwiązania zagadki świata snów, kto stał za tymi wszystkimi dziwnymi, a czasami wręcz niebezpiecznymi sytuacjami, nie było tak spektakularne jak się spodziewałam. Myślałam, że zakończenie tego wątku będzie bardziej zaskakujące. Niby też od początku wiedzieliśmy kto to może być, ale były momenty gdy można było podejrzewać kogoś innego kto już był nam znany, ale też pojawiały się postaci, które mieszały.  Z drugiej strony nie było ono też jakoś szczególnie tragiczne. Było ono całkiem ok, logicznie wytłumaczono dlaczego tak się stało, a nie inaczej i w sumie pasowało do całej historii. Dlatego też, nie jestem zachwycona, ale jestem zadowolona.

Bohaterowie jak zwykle nie zawiedli mnie. Liv wróciła do bycia sobą, czyli znowu była wesoła, strzelała śmiesznymi tekstami i prowokowała dziwne sytuacje poprzez nie. Uwielbiam ją taką. W tym tomie było zdecydowanie więcej jej siostry, Mii. Ucieszyło mnie to, bo chciałam ją bliżej poznać, a w pierwszym i drugim tomie aż tyle się o niej nie dowiedziałam. Jako fanka Graysona ogromnie się ucieszyłam, że jemu też Kerstin Gier poświęciła znacznie więcej miejsca. Do tego pojawiły się nowe postacie, które były całkiem interesujące np. Matt. Ale jednego mi brakowało. LOTTIE. Lottie to jedna z moich ulubionych postaci w tej książce i znowu mi jej brakowało. Pojawiała się od czasu do czasu, ale dla mnie za rzadko.

Na pochwałę po raz kolejny zasługuje wygląd tej książki. Jak zobaczyłam, że trzeci tom będzie wydany w czerwonej okładce zasmuciło mnie to, bo srebrna, oryginalna okładka jest przecudna i uwielbiam ją. Na zdjęciu ta czerwona mnie nie przekonywała, ale jak zobaczyłam ją na żywo, stwierdziłam, że nie jest taka zła. Zdjęcia zdecydowanie nie oddają jej urody i spłaszczają ją. Za to w środku zakochałam się totalnie. Czerwona wyklejka z serduszkami skradła mi serce, a ornamenty na stronach były uroczy i śliczne. Poprzednie tomy też miały ładne środki, ale ostatni tom miał zdecydowanie najlepsze.

Trudno mi uwierzyć, że moja przygoda ze światem snów, Liv, Mią, Graysonem, Henrym i innymi bohaterami trylogii, dobiegła końca. Jak to się mówi, wszystko co dobre szybko się kończy, a przy tych książkach naprawdę dobrze się bawiłam. Dobra drugi tom nieco mnie rozczarował, ale trzeci nadrobił za niego i smutno mi opuszczać świat stworzony przez Kerstin Gier. Czytając ostatnie strony w książce, widząc że to już ostateczny koniec, popłynęła mi łezka wzruszenia na pożegnanie. Była to jedna z ciekawszych i weselszych serii jakie czytałam, kiedyś ponownie do niej wrócę, a na razie wszystkie trzy części będą cieszyć moje oczy pięknymi okładkami.



Dziękuję wydawnictwu Media Rodzina za miłą niespodziankę w formie trzeciego tomu Silver.


Komentarze