niedziela, 26 marca 2017

Nienawiść nie jest rozwiązaniem - "Hate list. Nienawiść"

Hate list. Nienawiść Jennifer Brown
org. Hate list
wyd. Nasza Księgarnia, 2017

2 maja 2008 roku w szkolnej stołówce w liceum Garvin dochodzi do tragedii. Uczeń wkracza z bronią i zabija osoby, które znajdują się na jego liście Do odstrzelenia, następnie popełnia samobójstwo. Sprawcą jest Nick, ale wmieszał w to także swoją dziewczynę Valerie. Czy ona była jego wspólniczką, ofiarą, a może bohaterką?

Hate list. Nienawiść to kolejna książka, która uświadamia mnie w tym, że łatwiej ludziom jest wyrażać negatywne emocje niż pozytywne. Łatwo jest nam zwalić na kogoś winę za nasze niepowodzenie, za nasze problemy niż spojrzeć w lustro albo coś zrobić z daną sytuacją. Tak zaczyna rodzić się hejt. Wystarczy znaleźć kogoś o słabszej psychice, innym wyglądzie czy zachowaniu, trochę poszturchać, powyzywać i od razu człowiek się dowartościowuje, czuje się lepiej, bo przecież dokopał "baranowi". Tylko, że osoby, które coś takiego zaczynają nie zdają sobie sprawy jakie tego wszystkiego mogą być konsekwencje. Może skończyć się na zwykłej uwadze w dzienniku, ale też może zakończyć się tragedią jak w tej książce.

O tym co zdarzyło się w szkole dowiadujemy się od narratorki, którą jest Valerie. Nastolatka była dziewczyną Nicka i wraz z nim była popychana, wyzywana, hejtowana przez innych uczniów, dlatego że różnili się nieco od wszystkich. Ubierali się na czarno, nie byli super towarzyscy, więc byli idealnymi kandydatami do bycia kozłami ofiarnymi. Oboje mieli już dosyć takiego traktowania, więc zaczęli tworzyć listę osób, którą chcieliby zniszczyć. Dla Valerie było to niegroźne, po prostu spisywała nazwiska, ale w głowie Nicka zaczął tworzyć się plan zemsty, który niestety został zrealizowany.

Możemy być z kimś naprawdę blisko i nie wiedzieć co się dzieje w jego głowie. W retrospekcjach dowiadujemy się jaki był Nick, gdy Valerie go poznała, co go do niej przyciągnęło, jak się zachowywał, jak blisko byli ze sobą itd. Widać było, że oboje się kochają, że to nie jest zwykła szczeniacka miłość, oboje siebie potrzebowali. Jednak pewnego dnia chłopak poznał Jeremy'ego, który miał na niego negatywny wpływ przez co Nick zaczął oddalać się od Valerie. Podoba mi się to, że autorka pokazała nam drugą stronę Nicka, a nie tylko oprawcę, bo to pozwoliło czytelnikowi zrozumieć jak wielki wpływ na psychikę ma środowisko. Jak taka mieszanka może doprowadzić do wybuchu.

Mimo, że sporo w tej książce mamy Nicka, to jednak większa część tej książki poświęcona jest Valerie, która musi poradzić sobie z całą sytuacją, która uczy się zrozumieć co się zdarzyło, jak do tego doszło, czy jest to jej wina czy samą myślą o nienawidzeniu kogoś doprowadziła do tragedii. Nie jest to łatwa droga do przejścia, tym bardziej gdy najbliższe osoby boją się ciebie, obwiniają cię za to całe zajście, a jeszcze do tego trzeba wrócić do szkoły, do uczniów, którzy przeżyli strzelaninę. Bardzo lubiłam Valerie, współczułam jej, potrafiłam zrozumieć jej ból i cieszyłam się, że trafiła do takiego a nie innego psychologa, który jej słuchał, który potrafił ją zrozumieć, dotrzeć i nie narzucać swoich opinii. Ten psycholog był jedynym logocznie myślącym dorosłym jaki był w tej książce.

Rodzice byli rozczarowujący w swoim zachowaniu. Matka była zagubiona, bała się własnej córki, więc po części można było ją zrozumieć, ale ojca Valerie kompletnie nie mogłam zrozumieć, a właściwie nie mogłam znieść. Dlaczego? Bo był to egoistyczny dupek! Ten człowiek nie dość, że nie potrafił dogadać się z córką, to jeszcze ją o wszystko obwiniał, za niepowodzenia w pracy, za rozbicie rodziny, za to że deszcz pada. To co w pewnej scenie powiedział do Valerie było przerażające, łamało serce i żadne dziecko nigdy nie powinno usłyszeć takich słów, a już szczególnie od rodzica.

Okropnie nie podobało mi się zachowanie szkoły wobec całej tej sytuacji. Dyrektor placówki chciał przedstawić siebie i uczniów po strzelaninie w jak najlepszych barwach. Ciągle powtarzał, że wszystko nie tylko wróciło do normy, ale że szkoła jest teraz najbezpieczniejszym, najbardziej sprzyjającym środowiskiem dla uczniów, bo wszyscy się do siebie zbliżyli, wszyscy się kochają i w ich słowniku nie istnieje już takie słowo jak "nienawiść". Gdzie w rzeczywistości po pojawieniu się Valerie w szkole, większość patrzyła na nią krzywo, a sam dyrektor groził jej wydaleniem jeśli nie będzie grała w jego grę. To jest straszne, że coś takiego się dzieje i dyrektor buduje tylko otoczkę perfekcji, aby nie stracić stanowiska, nie dostać znowu po dupsku, a w szkole nic się nie zmienia. Przecież lepiej jest zamieść problem pod dywan niż zmierzyć się z nim.

Jeśli chodzi o uczniów to widać było, że na wielu z nich wydarzenia z 2 maja miały wpływ. Jedni stracili przyjaciół, inni byli na liście, ale przeżyli. Po niektórych widać było zmianę w zachowaniu, ale też byli tacy, którzy nie chcieli widzieć Valerie w szkole i dali jej o tym znać. Bardzo podobało mi się, gdy osoba, której wcześniej Valerie nie lubiła, podała jej rękę, próbowała się z nią zaprzyjaźnić. Podobało mi się to, jak narratorka zaczyna zmieniać zdanie na temat niektórych osób, bo oceniła ich powierzchownie, nie poznając ich, a bazując jedynie na osobach, z którymi się zadawali. Taka jest prawda, że ludzie często nie chcą się z kimś zadawać, nawet nie znając osoby, ale że ktoś zadaje się z kimś kogo nie lubimy, to przewidujemy że ta osoba jest równie nie warta naszej uwagi.

Zakończenie Hate list. Nienawiść sprawiło, że przez ostatnie kilka stron ryczałam jak głupia. Było ono wzruszające, przełomowe, ale także proste. Niby autorka w nim przedstawiła nam proste, oczywiste rzeczy, w równie prosty i nieprzerysowany sposób, że trafiło to do mnie. To zakończenie daje również nadzieję na lepsze jutro, że przy odpowiedniej pomocy, odpowiednich osobach można wyjść z największego bagna, wystarczy się nie poddawać, poprosić o pomoc, rozmawiać a nie tłamsić wszystko w sobie.

Nienawiść była, jest i będzie. To od nas zależy w jakim kierunku pójdziemy. Czy będziemy obojętnie obok niej przechodzić, czy będziemy reagować na zaczepki w stosunku do nas lub innych a może sami będziemy nienawidzić. Cieszę się, że takie książki jak Hate list. Nienawiść istnieją, bo one nagłaśniają sprawę tego problemu. Niestety najczęściej spotykałam się z bierną postawą wobec tego problemu, ale może jeśli ktoś przeczyta tę książkę, to w jakiś sposób zacznie się zastanawiać nad swoim postępowaniem, otworzą mu się oczy i pomoże w walce z nienawiścią.


 Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia*
 *Otrzymanie egzemplarza recenzenckiego nie miało żadnego wpływu na moją opinię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!