wtorek, 6 września 2016

"Starter" Lissa Price

org. Starters
seria: Starter (#1)
wyd. Albatros

Młodość. Wieczne życie. Kto tego w dzisiejszych czasach nie pragnie? Sama chciałabym móc być wiecznie młodą, aby zaznać wielu przyjemności tego świata, przeczytać mnóstwo książek oraz poznać to co przyszłość nam przyniesie. W książkach wielu autorów poruszało już tę tematykę, jedni za pomocą wampirów, inni za pomocą magii, a Lissa Price w pierwszym tomie serii Starter korzysta z bardziej nowoczesnego rozwiązania.

Po wojnie bakteriologicznej świat nie jest taki sam, podczas niej zginęli wszyscy między dwudziestym a sześćdziesiątym rokiem życia. Młodzi ludzie, którzy pozostali bez rodziców muszą radzić sobie na własną rękę albo idą do zakładu. Callie i jej młodszy brat Tayler ukrywają się przed zagrożeniami zarówno od strony władz jak innych nastolatków dzielących ich los. Jednak trudna sytuacja zmusza Callie do podjęcia bardzo trudnej decyzji: pracować dla Prime Destination czy nie pracować.

Dopóki nie zobaczyłam błyszczącej okładki Starter w sklepie, nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki. Byłam przekonana, że ta okładka nie wróży nic dobrego, że będzie to tandetna opowiastka, których tak wiele jest na rynku, i skierowana do młodszej młodzieży, zdecydowanie młodszej. Jednak coś nie dawało mi spokoju i postanowiłam nieco na jej temat poszperać. Jakież było moje zdziwienie, gdy przeczytałam masę pozytywnych recenzji, więc także zapragnęłam przeczytać historię Callie. Co mnie jeszcze zachęciło do przeczytania? Fakt, że to kolejna dystopia.

Mimo, że powoli każda dystopijna historia przypomina mniej udaną kopię poprzedniej, to jednak jeszcze da się coś z tego gatunku ciekawego wygrzebać. I tak, miałam małe obawy, że zaraz znowu pojawią się jakieś odniesienia do Igrzysk Śmierci czy coś w tym stylu, ale nawet jeśli znalazłam mikroskopijne podobieństwa, o których powiem nieco później, to kompletnie mi one nie przeszkadzały, bo Starter czytało się rewelacyjnie.

Starter to jedna z tych dystopii, które nie tylko dają nam akcje, ale również niezłą zagwozdkę moralną, dlatego że Prime Destination to instytucja, która wypożycza za pieniądze ciała Starterów, młodych, zdrowych ludzi, Enderom, czyli osobom starszym, czasami nawet wiekowym. I teraz nasuwa się pytanie czy jest to dobre czy złe? Dla mnie takie traktowanie Starterów, młodych dorosłych, którzy jeszcze nie są pełnoletni, a muszą w jakiś sposób przetrwać, aby nie trafić do zakładu, jest okrutne. Traktuje się ich jak lalki, które tworzy się wedle preferencji klienta, więc wniosek z tego taki, że jeśli nie masz rodziców, jesteś biedny to praktycznie nie jesteś człowiekiem tylko rzeczą. Z drugiej strony wielu może uważać, że to dobry start, wynajmie się ciało, nie będzie się tego pamiętać, dostanie kasę i można zacząć lepsze życie. Tylko jak długo to lepsze życie będzie trwało? Czy jest jakaś gwarancja, że nie zabiją cię po ostatnim wynajmie?

Co do fabuły i postaci, muszę powiedzieć, że obie te rzeczy były świetne. Nie miałam żadnych problemów, aby wciągnąć się w fabułę, bo była ona jak czarna dziura, sama ciebie wciągała i chciało się wiedzieć więcej i więcej. Podobało mi się to, że ten element buntu wypłynął nie od głównej postaci, a od kogoś kogo byśmy się nie spodziewali. Przyznam się, że te momenty rozłączenia między Starterem a Enderem nieco skojarzyły mi się z książką Intruz, ale całe szczęście te dwie książki mają tylko ten element wspólny, a skoro już mówię o skojarzeniach, to w pewnych scenach czułam się jakbym czytała film z udziałem Johnniego Deppa Na żywo. Z postaciami też nie miałam żadnego problemu, bo z Callie bardzo się polubiłam, jej braciszek był przeuroczy, a tych złych, których miałam nie lubić, nie lubiłam. Fajnie zostali stworzeni, wraz z akcją oni budowali się na naszych oczach.

Ale tak jak wcześniej wspomniałam znalazłam mikroskopijne odniesienia do chyba najbardziej znanej dystopii, czyli Igrzysk Śmierci. Callie nieco przypomina Katniss, obie mają młodsze rodzeństwo, dla którego poświęcą wszystko. Obie mają podobne talenty, bo potrafią strzelać z łuku i oddają się w ręce osób o wyższym stanowisku. Mamy tutaj też starterowską wersję Snowa, czyli Old Mana, który swoją drogą jest naprawdę ciekawą postacią i liczę na to, że w kolejnym tomie dowiem się na jego temat więcej. I na końcu książki jest bardzo podobna scena do jednej ze scen w serii Igrzyska Śmierci. Mimo tych podobieństw uważam, że książka Lissy Price się wybroniła przez co tego aż tak bardzo nie widać.

Starter dopisuję do listy moich ulubionych dystopii, bo była to świetna książka. Już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za kolejny tom, Ender, i dzięki temu że napisałam Wam moją opinie odnośnie tej książki, mogę się w końcu za nią zabrać, bo zakończenie było... ach brak mi słów. Chcę więcej! W Starter nie było rzeczy, która by mi się nie spodobała. Idealna lektura na nudne wieczory, która trzyma w napięciu i sprawia, że nie chce się jej odkładać.

2 komentarze:

  1. Tak ta dylogia jest genialna, a Ender jest jeszcze lepszy od Startera! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedawno wymieniłam się na tę książkę na LC. Już nie mogę doczekać się jej lektury ☺ Czuję, że się nie zawiodę ☺

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!