sobota, 23 lipca 2016

"Ukryta róża" Reyes Monforte

org. La rosa escondida
wyd. WAM

Nigdy wcześniej nie natknęłam się ani na książki napisane przez Reyes Monforte ani na opinie na temat autorki, więc nie wiedziałam czego się spodziewać, gdy w moje ręce trafiła Ukryta róża. Jednak lubię wyzwania i poznawanie twórczości nowych autorów, więc chciałam się przekonać na własnej skórze czy przypadnie mi ona do gustu czy wręcz przeciwnie. I szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego nie jest głośno o tej hiszpańskiej pisarce i dziennikarce, bo ta książka wymiata.

Gdy wybucha wojna Zehera jest nastolatką. Most w Wiszehradzie, który lubiła podziwiać staje się miejscem, które od tej pory będzie kojarzyć jej się z rzeką pełną krwi. Nikt nie jest wstanie uchronić się przed ludźmi Saszy Ludonovica.

Po przeczytaniu opisu książki spodziewałam się, że może to być lektura w stylu Jeźdźca miedzianego Paulliny Simons, czyli sporo miłości, poświęcenia, wojny itd., ale totalnie się myliłam. Ukryta róża to nie jest książka przez którą bardzo łatwo się przechodzi ze względu na wydarzenia w niej zawarte. Już na samym początku miałam problem z czytaniem jej, ponieważ to co tam się działo rozdzierało serce. Opisy gwałtów, krwi, przemocy użytej przez ludzi Saszy Ludonovica były tak rzeczywiste, tak brutalne, że ja wymiękłam i przez pierwsze sto pięćdziesiąt stron ryczałam jak bóbr. Ogólnie to nie mam problemów, aby czytać coś takiego w jakiś horrorach czy thrillerach, ale wtedy to jest fikcja. W przypadku książki Reyes Monforte jest inaczej, ponieważ jest ona oparta na faktach, więc gdy te sceny stanęły mi przed oczami, nie mogłam i nadal nie mogę zrozumieć, jak człowiek może być tak nieludzki dla drugiego człowieka.

Gdy przebrnęło się przez te straszne sceny, było już znacznie łatwiej i mogłam się nieco bardziej skupić na bohaterach, których autorka bardzo dobrze stworzyła. Oczywiście cała uwaga czytelnika skupia się na Zeherze, która przeżyła makabryczne rzeczy wyrządzone przez Sasze Ludonovica i pragnęłam dla niej spokoju, aby znalazła się w miejscu, które będzie dla niej schronieniem i będzie mogła uspokoić swoją sytuacje. I po części tak też się stało i myślałam, że wszystko się dobrze dla niej ułoży, ale najwyraźniej ktoś lubił się bawić jej życiem, ponieważ była to jedna wielka sinusoida. Raz dobrze, raz źle, dobrze i znowu bomba zostaje zrzucona. Było mi jej naprawdę szkoda, bo zżyłam się z nią niesamowicie.

W jej życiu znalazły się zarówno dobrzy ludzie jak i beznadziejne osobniki. Może zacznijmy od tych drugich, bo chciałabym z nimi jak najszybciej skończyć. Myślałam, że Aleksandr to będzie naprawdę fajny chłopak dla Zehery, ale czas wszystko zweryfikował i autorka świetnie pokazała jak wojna w jego kraju wpłynęła na jego psychikę. Jego kuzyn Zoran to była największa kanalia i miałam ochotę go wydrzeć z tej książki. A rodzina Zehery naprawdę mnie zdenerwowała, chociaż to nazbyt delikatne określenie i nie mogłam uwierzyć, że zrobili to co zrobili.
Całe szczęście negatywni bohaterowie nie zaćmili mi uwagi na tych wspaniałych ludzi, których Zehera poznała w biedzie. Po pierwsze Teresa. Przecudowna dziewczyna, która pierwsza wyciągnęła pomocną dłoń do dziewczyny. Wspierała ona Zeherę na każdym kroku, pocieszała ją w trudnych sytuacjach, broniła i była niesamowitą gadułą, aż z przyjemnością słuchało się jej wywodów. Następnie Julia i jej rodzina. To także były przecudowne osoby, które zaakceptowały Bośniaczkę taką jaką jest,, pomagali jej i sprawili, że dziewczyna znowu się uśmiechała i jej życie wydawało się normalnie, jakby nigdy nic się nie stało.

Chociaż totalnie zakochałam się w Ukrytej róży, która jednocześnie mnie odpychała od siebie i przyciągała do siebie, to znalazłam dwie rzeczy, które nie do końca mi przypasowały. Myślałam, że poznam bliżej siostrę Zehery, Suhrę. Bardzo żałowałam, że jest jej tak mało w tej powieści i mimo, że wiele kwestii odnośnie jej zostało wytłumaczonych, to czułam, że brakuje mi jej i fajnie by było, gdyby powstała książka całkowicie poświęcona Suhrze, bo też była ona cudowną osobą i też płakałam nad jej losem. Drugą rzeczą, której mnie zabolała i nie mogłam i nie mogę wybaczyć tego Zeherze, jest ulokowanie jej uczuć. Spokojnie nie będę Wam pisać o kogo chodzi. Chociaż rozumiem jej wybór i uważam, że po tym wszystkim co przeszła należy jej się dużo miłości, to jednak kłóciło się to z moim poczuciem moralności.

Gdy zbliżałam się do końca powieści, myślałam że nic mnie już nie zaskoczy, ale chyba postanowiła, że od początku do końca będzie nas wprawiać w zaszokowanie. I przez trzy czy cztery strony siedziałam i czytałam z rozdziawionymi ustami, bo nie wierzyłam, że zdarzyło się to co się zdarzyło. I nawet później jak o tym pomyślałam, to ciągle powtarzałam: "Niemożliwe!", "Nie wierzę!".

Cieszę się, że udało mi się przeczytać książkę Reyes Monforte Ukryta róża, ponieważ była to jedna z lepszych książek, które w tym roku udało mi się do tej pory przeczytać. Nie przypominam sobie, abym w szkole kiedykolwiek przerabiała na lekcjach historii to co działo się w Bośni i Hercegowinie. Może coś było napomknięte, ale nic więcej i dzięki tej książce mogłam się przekonać jak wojna była wyniszczająca. Od razu przypomniały mi się polska literatura wojny i okupacji i powiem Wam, że to co działo się z niewinnymi ludźmi nieróżni się niczym.
Powieść o Zeherze była niesamowita, niezwykle pouczająca i pokazująca jak los potrafi być przewrotny. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się przeczytać pozostałe książki hiszpańskiej autorki, bo ta mnie zachwyciła.


 Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu WAM*


*Otrzymanie egzemplarza recenzenckiego nie miało wpływu na moją opinię.


2 komentarze:

  1. O widzisz, nie spodziewałam się, że książka jest tak wartościowa i poruszająca. Trzeba zapamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię tego typu książki. Chętnie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!