niedziela, 15 maja 2016

ReReads: "Zmierzch" Stephenie Meyer


org. Twilight
seria: Zmierzch (#1)
wyd. Wydawnictwo Dolnośląskie

Zmierzch. Ten tytuł wzbudza skrajne emocje wśród ludzi. Jedni na jego dźwięk piszczą, drugi wymiotują. Pewnie się zastanawiacie do której grupy należę. Otóż jestem teraz... neutralna. Kiedyś powiedziałabym, że kocham wszystkie książki z tej serii, później że nie przepadam i robi mi się niedobrze na ich widok, a teraz jesteśmy już w zgodzie.

Bella Swan postanawia przeprowadzić się ze słonecznej Arizony do Forks, małego deszczowego miasteczka, w którym został jej ojciec po rozwodzie. Zmiana miejsca zamieszkania oznacza również zmianę szkoły. Nieśmiała i zamknięta w sobie dziewczyna jest teraz w centrum uwagi wszystkich uczniów, a już szczególnie interesuje się nią pewien blady, rudowłosy chłopak. Jej też jest ciężko oderwać od niego wzrok.

Nawet nie wiem, który to już raz czytam Zmierzch. Pamiętam, że na początku fazy na tę serię, czytałam ją kilka razy, co prawda nie tyle razy co Harry'ego Pottera, ale wracałam często do niej. Kochałam Zmierzch i gdy ktoś mnie pytała jaka jest moja druga ulubiona seria, to wymieniałam właśnie ją. Pewnie będziecie sobie zadawać pytanie, czemu ach czemu. Pierwszy tom mnie zauroczył, bardzo spodobała mi się ta historia miłosna, tak jak większości dziewczyn, marzyło mi się, aby Edward był moim chłopakiem albo żebym sama stała się wampirem. Nie ukrywam, nadal kocham wampirzy koncept książkowy i fascynuje mnie ta tematyka, ale już nie tak jak wcześniej.

Nie ukrywam, że przez to że zakochałam się w koncepcie wampirycznym i zauroczyła mnie ta historia miłosna, nie zauważałam niedociągnięć, schematyczności, płaskości postaci w tej oraz kolejnych tomach tej serii. Tak jak miłość jest ślepa, tak byłam ja. Teraz po wyjściu z fazy ubóstwiania, fazy "nie mogę na ciebie patrzeć", mam inne odczucia wobec pierwszego tomu.

Początek książki znowu mi się podobał i dzięki niemu powracały miłe wspomnienia, jednak gdy doszłam do momentu podróży na łąk, ach jak się wtedy zaczęłam męczyć. Bałam się, że Zmierzch mnie pokona. Edward od dawna przestał być moim wymarzonym chłopakiem, a wręcz zaczęłam go nie lubić, bo jak dla mnie zbytnio rządził Bellą, a jeśli już mówimy o niej to ona też niesamowicie mnie irytowała. Oboje zbyt przerysowani, tacy sztuczni.
Z powrotem na dobre tory ruszyłam w momencie meczu, gdzie cała rodzinka Cullenów grała w baseball. I dzięki temu, że później zaczęła się ta cała jatka z Jamesem, udało mi się skończyć tę książkę.

Moje kolejne spotkanie ze Zmierzchem uważam za średnio udane. Nie mam już wobec tej książki negatywnych uczuć. Uważam, że ta historia jest dużo bardziej przystosowana dla nastoletniego umysłu, który lubi takie historie miłosne, co prawda ja od czasu do czasu też takie lubię, ale akurat czytając już ją któryś raz, nieco mi się ona przejadła. Język jest prosty, w tekście jest sporo dialogów, co powoduje że bardzo szybko się czyta tę książkę. Poza tym wątek czy ona i on będą w końcu razem, sprawia że wciągamy się, bo przecież nie ma to jak dobra zakazana miłość.

Na chwilę obecną na pewno nie zabiorę się za Księżyc w nowiu, bo podejrzewam, że bym poległa. Zawsze drugi tom sprawiał mi największy problem, gdyż nie za bardzo przepadam za wilkołakami, chociaż jak teraz pomyślę, to może spodobałoby mi się teraz bardziej niż wcześniej, w końcu pokochałam Teen Wolf. Dobra, to lepiej ujmijmy to tak, zastanowię się nad powrotem do drugiego tomu. I w sumie cieszę się, że ponownie udało mi się przeczytać Zmierzch, bo przywołało to miłe wspomnienia.




1 komentarz:

  1. Nie wiem dlaczego, ale z ogromnym zaciekawieniem czytam każdą nową recenzję "Zmierzchu" - intryguje mnie, po której stronie barykady dany blogger stoi :D
    Ja też nie żywię żadnych negatywnych uczuć do serii Meyer, choć nie wzbudza już we mnie takich zachwytów, jak te kilka lat temu..

    Obserwuję i będę zaglądać :)
    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!