wtorek, 3 maja 2016

"Podzieleni" Neal Shusterman


org. Unwind
seria: Podzieleni (#1)
wyd. Papierowy Księżyc

Żyjemy w czasach, gdy dobrowolnie możemy zadecydować o tym czy chcemy oddać swoje narządy czy nie. Ale wyobraźcie sobie, że ktoś inny zadecyduje o tym, że właśnie teraz jest odpowiedni moment, aby oddać nie tylko wasze narządy, ale w całości podzielić wasze ciała na części. Perspektywa dzielenia się częścią siebie i pomaganiu innym już nie jest tak kolorowa jak wydawała się wcześniej.

Konflikt pomiędzy Obrońcami Życia i Zwolennikami Wolnego Wyboru doprowadził do drastycznych zmian w Karcie Życia. Od teraz każde życie ludzkie do trzynastego roku życia jest nienaruszalne, a po osiągnięciu tego wieku, a przed zakończeniem osiemnastego roku życia, rodzice lub rząd (w przypadku sierot) decyduje o podzieleniu, czyli oddaniu wszystkich organów dziecka do środków donacyjnych, które następnie zostaną przeszczepione nowym biorcą.

Podzieleni to moje pierwsze spotkanie z Nealem Shustermanem i przyznam Wam się, że nieco się jego bałam, bo mimo że kocham dystopie, to budowa tych historii opiera się głównie na tym samym schemacie. Czasami nawet jeśli wszystko jest złożone z tego samego wzoru, to autor potrafi wybronić swoją powieść, a czasami nie da się tego czytać, bo widać aż zbytnią inspiracje innymi książkami. Moje obawy wobec Podzielonych były bezpodstawne, bo pomysł na tę książkę okazał się bardzo dobry, a wykonanie jeszcze lepsze, więc mam nadzieję, że za jakiś czas pojawi się drugi tom z tej serii, bo już jestem ogromnie ciekawa co się dalej wydarzy.

Książka od samego początku była wciągająca. Tempo było naprawdę szybkie i ciężko było się oderwać od czytania, ponieważ splot wydarzeń związany z Connorem, Risą i Levem nie pozwalał na to. Co chwilę zadawałam sobie pytanie, co będzie dalej z bohaterami. Od razu polubiłam się z dwójką pierwszych bohaterów, ale nie byłam pewna co do Leva. Budził on we mnie mieszane uczucia, bo najpierw mnie irytował przez to jak się zachowywał, wypowiadał itd., ale z każdym kolejnym wydarzeniem zmieniałam na jego temat zdanie i koniec końców pokochałam.

Spodobała mi się również narracja poprowadzona przez autora. Ogromnie się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że mamy narratora trzecioosobowego, ale opisuje on wydarzenia z perspektywy bohatera danego rozdziału. Początkowo myślałam, że będą tutaj poświęcone rozdziały Connorowi, Risie i Levowi, ale okazało się też, że od czasu do czasu pojawiają się rozdziały odnoszące się do innych mniej lub bardziej ważnych bohaterów.

Jednak wisienką na torcie nie jest narracja, nie są bohaterowie, którzy zostali naprawdę dobrze zarysowanie, ale całokształt koncepcji powieści, bo to całe podzielenie nie tylko jest ciekawe, ale też daje sporo do myślenia. Podczas czytania cały czas się zastanawiałam, czy naprawdę osobę podzieloną można uznać za żywą, bo przecież żadna część jego ciała nie jest ze sobą połączona. W szkole uczono nas, że gdy serce przestanie bić umieramy. Ale oczywiście nie możemy zapomnieć o tym, że mamy duszę i to jest właśnie sporna kwestia, bo skoro ją mamy to, w którym organie się ona znajduje, co się z nią dzieje po podzieleniu itd. Takie pytania nie tylko były zadawane przeze mnie i pewnie innych czytelników, ale też przez bohaterów.

Sceny związane z podzieleniem były hardcorem. Chciało mi się płakać podczas ich czytania, mimo że wcześniej nie szczególnie lubiłam osobę, która została na naszych oczach podzielona. Ale samo trafienie do ośrodka donacyjnego jest straszne, bo daje ono nam poczucie złudnej nadziei. Taki ośrodek jest jak wilk w owczej skórze. Jest on naprawdę malowniczym miejscem, a wybierając się na krajalnice idzie się po czerwonym dywanie, niczym gwiazda, a podczas zabiegu gra muzyka. To wszystko sprawia, że jest to naprawdę przerażające i nie rozumiem jak osoby, które pracują w takich ośrodkach robią to co robią.

Co do zakończenia to było ono przegenialne. Tak jak początek był uderzeniem z grubej rury, tak zakończenie było jaką bombom atomową. Nie sposób było nagle przestać czytać, bo tyle się działo i to takie rzeczy, że ciągle powtarzałam "Nie wierzę, nie wierzę". I naprawdę żałuję, że nie mogę Wam więcej zdradzić, aby Wam wszystkiego nie wyjawić.

Teraz pytanie czy są jakieś minusy tej książki. W sumie nie zauważyłam jakiś takich sporych minusów, przez które nie dałoby się czytać tej powieści. Jedynie w połowie się nieco nudziłam, gdy nasi bohaterowie ukrywali się przed hyclami i do końca nie wiedzieli dokąd zmierzają, aby ochronić swoje życie. W sumie liczyłam, że w ciągu tej podróży będzie więcej pościgów, kogoś może po drodze złapią czy coś, a oni tak w miarę bezboleśnie znaleźli się na cmentarzysku, obozie, w którym mieszkają dzieciaki ukrywające się przed podzieleniem.

Na temat Podzielonych można by było się rozpisywać i rozpisywać, bo są w tej książce poruszone problemy moralne, psychologiczne i wiele innych. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę dystopię, bo była ona świetna i już wylądowała ona na liście moich ulubionych. Teraz będę z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych tomów tej serii i mam nadzieję, że będą one równie dobre albo i nawet lepsze niż pierwszy tom.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc*


 *Otrzymanie egzemplarza recenzenckiego nie miało żadnego wpływu na moją opinię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!