niedziela, 15 listopada 2015

"Stigmata" Beatrix Gurian

org. Stigmata. Nicht bleibt verbogen
wyd. MUZA

Stigmata tajemniczo, ale i zarazem znajomo brzmiąca nazwa. Pierwsze co przychodzi związane z nią na myśl, są to rany, które tworzą się w wyniku szczególnego związku z Bogiem. Z drugiej strony jednak może być to naznaczenie jakiejś osoby, aby społeczeństwo mogło ją wytykać. Dlatego też, gdy usłyszałam o tej książce stwierdziłam, że może to być świetna lektura, ponieważ zdawało mi się, że będzie to mroczna utrzymana w klimacie horroru powieść. Koniec końców jednak nie jestem nią do końca usatysfakcjonowana. Dlaczego? Zapraszam do dalszej części recenzji.

Siedemnastoletnia Emma od zawsze była wychowywana tylko przez mamę, Agnes. Utrata jej sprawiła, że nastolatka pogrążyła się w rozpaczy i ciężko jej się pogodzić z tą nagłą śmiercią, tym bardziej że ciała Agnes nadal nie odnaleziono. Do Emmy dochodzi jeszcze jedna informacja, całkiem możliwe, że wypadek w którym zginęła jej matka, mógł nie być tylko wypadkiem, a zaplanowanym czynem.

Po przeczytaniu Serca ze szkła, myślałam że mnie trochę czasu, aż zabiorę się za kolejną książkę z literatury niemieckiej i byłam bardzo zdziwiona, gdy przeczytałam że Beatrix Gurian, a właściwie Mannel jest niemiecką autorką. Pisarka zajmuje się nie tylko literaturą młodzieżową, ale również pisze książki dla dzieci oraz dorosłych. Jednak najciekawszą i chyba najbardziej przerażającą informacją na temat tej autorki było to, że pisała nowelki dla BRAVO. Dlatego zaczęłam podchodzić bardzo ostrożnie książki Stigmata.

Historia zaczęła się naprawdę rewelacyjnie. Po prologu spodziewałam się, że może to być książka w klimacie Egzorcysty, że będą opętania, straszne rzeczy, przez które będę miała dreszcze itd., więc z przyjemnością zabrałam się do czytania dalszych rozdziałów. I zaczęło się naprawdę dobrze, bo była był smutek, była tajemnica i chęć poznania prawdy przez narratorkę, którą jest Emma. Nasza główna bohaterka, aby dowiedzieć się co się stało z jej matką musiała wyjechać na obóz Transnational Youth Foundation. I tutaj już przychodzi nam na myśl podobieństwo do filmu z Geoffreyem Rushem i Framke Janssen Dom na przeklętym wzgórzu czy inny film z bardzo podobną do niego fabułą. Filmie jak i w książce grupa wybranych osób jedzie do zamku, który jest z dala od cywilizacji i są oni odcięci od rzeczy materialnych oraz dzieją się w tym miejscu bardzo, bardzo dziwne rzeczy. Jedyna różnica polega na tym, że w tej grupie są tylko i wyłącznie nastolatki z problemami i na ten obóz jadą w celu terapii.

Wszystko co było związane z zamkiem było fajne. Opisy miejsca jak i zdarzeń mogły przyprawić o dreszcze, wyobraźnia działała na pełnych obrotach, a do tego też były pomocne fotografie, które znajdują się w książce. Na początku ogromnie podobało mi się odkrywanie tajemnic i rozwiązywanie zagadek, które bohaterowie napotykali na drodze, ale po ponad połowie lektury powoli zaczynałam się nudzić. Już nie było takiego dreszczu emocji i Emma zaczęła mnie denerwować. Dlatego zaczęłam wyczekiwać innych rozdziałów.

Stigmata składa się z dwóch rodzajów narracji. Pierwszoosobowa tak jak wcześniej wspomniałam jest prowadzona przez Emmę. W czasie jej narracji mamy dostęp do wydarzeń, które są aktualne, czyli to co się dzieje na obozie oraz podczas jej narracji możemy się przenieść trzy tygodnie wcześniej, czyli wydarzenia związane po wypadku. Drugim rodzajem narracji jest trzecioosobowa i według mnie najciekawsza, bo dzięki niej dowiadujemy się o przeszłości Agnes. I właśnie te rozdziały to perełka tej książki. Chociaż szczerze mówiąc inaczej je sobie wyobrażałam na początku, to jednak mnie nie zawiodły i były emocjonujące. To co przeżyła Agnes jako dziecko, jako nastolatka była masakryczne i aż nie chce się wierzyć, że osoby na takich stanowiskach mogą się tak zachowywać wobec innych.

Zakończenie powieści bardzo mi się spodobało. Rozwiązanie zagadki wydało mi się trochę naciągane, ale ogólnie cieszyłam się, że dotarłam do końca książki. Jednak podobało mi się, że wszystko zostało wytłumaczone czemu tak a nie inaczej itd. oraz lubię jak książki mają zamknięte zakończenie.

To co urzekło mnie najbardziej w tej książce jest jej wygląd. Wydawnictwo naprawdę przyłożyło się do tego. Te srebrne napisy i ornamenty są przepiękne, jedyny ich minus jest taki, że przy czytaniu należy zaopatrzyć się w okładkę, ponieważ później może się okazać, że nagle nie macie żadnych napisów i ozdób. Do tego okładka chyba była nieco inspirowana Marą Dyer. Tajemnica, ponieważ pod światłem widać, że nie jest ona czarna, a ciemnia zieleń. W środku książka też jest piękna, ponieważ ma ona zielone napisy oraz momentami są zielone kartki. Poza tym mamy również fotografie o których już wspominałam, a są one zrobione przez Erola Guriana, który jest mężem autorki.

Reasumując książka jest ok. Nie jest to historia na miarę nowelki BRAVO, więc spokojnie możecie ją czytać i się nie denerwować, że dostaniecie chłam. Nie, ta historia jest zdecydowanie na wyższym poziomie. Do końca ta lektura mnie nie zachwyciła, ale cieszę się, że jednak znalazłam coś w niej co mi się spodobało. Jednak jak najbardziej polecam ją, bo wiem, że znajdą się osoby, które zachwycą się nią. Polecam ją osobom, które lubią mroczniejsze klimaty, zagadki, duchy przeszłości itp. Osoby o słabszych nerwach mogą się nawet nieźle wystraszyć.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Mira*

*Otrzymanie egzemplarza recenzenckiego nie miało żadnego wpływu na moją opinię.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!