sobota, 19 września 2015

"Ten jeden rok" Gayle Forman

org. Just One Year
seria: Ten jeden dzień (#2)
wyd. Nasza Księgarnia

Odkąd skończyłam czytać Ten jeden dzień nie mogłam się doczekać aż nastanie dzień premiery drugiego tomu z tej serii. I wreszcie się doczekałam i może wrażenia są równie pozytywne jak te z pierwszego tomu.

Willem de Ruiter zabrał na jeden dzień Allyson do Paryża, ale nagle po upojnej nocy zniknął. Chłopak budzi się w szpitalu, poobijany i z lukami w pamięci. Jednak pamięta dziewczynę z którą spędził cały dzień w stolicy Francji i czuje, że musi ją odnaleźć.
Zaczynając czytać Ten jeden rok myślałam, że porwą mnie te same emocje co przy Tym jednym dniu, a tu spotkało mnie małe zaskoczenie. Nie mówię, że to było negatywne zaskoczenie, nie co to to nie, ale tę książkę znacznie spokojniej mi się czytało. Uczucia, które mi towarzyszyły były zlepkiem depresji, współczucia i zrozumienia. Początek szczególnie był bardzo smutny i przejmujący, bo to o czym opowiadał Willem poruszało i dawało takie pierwsze wskazówki dlaczego tak a nie inaczej się on zachowuje.

Chociaż już teraz muszę Wam powiedzieć, że w pewnym momencie Willem dość mnie zdenerwował, w sumie nie tylko on ale i jego koledzy również. Oczywiście po stracie Lulu nasz narrator nie potrafił sobie z tym poradzić, więc co zrobił? Tak znalazł sobie nową dziewczynę. Od razu takie zachowanie skojarzyło mi się z Gabem z Toxic, co prawda nie jest to aż tak drastyczny przypadek, ale ja nie wiem czy wszyscy faceci muszą myśleć tylko jedną częścią ciała? Jego koledzy zdenerwowali mnie dlatego, że uznali uczucie Willema do Lulu za nie złamane serce a po prostu tęsknotę za stratą kolejnego zaliczenia dziewczyny.

Później całe szczęście inaczej zaczęłam patrzeć na Willema, bo się zrehabilitował w moich oczach i zrozumiałam dlaczego tak przedmiotowo traktuje niektóre osoby i cały czas podróżuje. Opuszczenie Holandii traktował jako ucieczkę od wydarzeń, które złamały mu serce i duszę. Podróżowanie było idealnym rozwiązaniem, ponieważ nie myślał o owych wydarzeniach i osobach z nimi związanymi, dlatego też starał się jak najdłużej i jak najdalej trzymać od dwóch konkretnych miejsc. Według mnie było to nieco tchórzowskie zachowanie, ale czasami trzeba dojrzeć do niektórych rzeczy i jeśli taka ucieczka od rzeczywistości pomaga to nie mam nic przeciwko.

Tak jak w Tym jednym dniu Allyson miała ciężką relację z matką, tak w Tym jednym roku również Willem nie ma zbyt dobrego kontaktu ze swoją rodzicielką. I chociaż obie matki są zupełnie inne, to został zachowany ten sam schemat, czyli Willem ma całkowicie inne wyobrażenie swojej matki niż faktycznie ono jest. Do tego tak jak do powrotu do Holandii i znalezienia swojego celu główny bohater musiał dojrzeć i bardziej się otworzyć, bo to czego dowiedział się w czasie pobytu w Indiach oraz po powrocie z nich zmienia jego postrzeganie. A to jaką tajemnicę skrywała Yael było bardzo wzruszające oraz pouczające.

Kolejną rzeczą, która się w tej części powtarza jest połączenie sztuki Szekspira z życiem Willema. Pięknie tu zostało pokazane jak odgrywanie roli Orlanda nauczyło Willema i pozwoliło mu zrozumieć jakie błędy popełniać i jakie to miało oddziaływanie na jego życie. Jednak podobało mi się to, że autorka również użyła tutaj filmu, który odwzorowywał Willemowi sytuację związaną z Lulu.

Co do zakończenia to jestem rozczarowana. W pierwszej części bardzo mi się podobało, ale przy drugim tomie spodziewałam się czegoś więcej, chciałam większych fajerwerków. Czuję się nieusatysfakcjonowana i uważam, że powinien powstać kolejny tom, a nie tylko nowelka Just One Night albo po postu dodać kolejny rozdział do drugiej części.

Jak skończyłam czytać Ten jeden rok to zaczęłam się zastanawiać czy można by było czytać tę część jako pierwszą i myślę, że tak. Mamy tutaj odniesienia do wydarzeń z Tego jednego dnia, ale nie są to wielkie spoilery tylko wspomnienia, więc jakby ktoś natrafił najpierw na tę część a nie na pierwszą to bez problemu może ją czytać. I bardzo mi się to podoba, bo jest niewiele takich serii, gdzie pojedyncze tomy można traktować jako osobną książkę.

Kończąc moją opinie stwierdzam, że nawet jeśli Ten jeden dzień i Ten jeden rok to jedna seria, to obie książki się dla mnie bardzo różnią. Obie bardzo mi się podobały, ale towarzyszyły mi zupełnie inne uczucia podczas ich czytania i byłabym okropna gdybym miała wybierać, którą część wolę. Ten jeden rok bardzo szybko mi się czytało, znalazłam w nim sporo pięknych cytatów i po tej książce mam ochotę na jeszcze więcej książek Gayle Forman.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia*

*Otrzymanie egzemplarza recenzenckiego nie miało żadnego wpływu na moją opinię.



1 komentarz:

  1. Naprawdę jestem zdziwiona tymi oszałamiająco pozytywnymi recenzjami, które krążą w sieci.
    Przydałby się jakiś głos rozsądku. Książka jest słaba i nieatrakcyjna. Pomysł owszem, był ciekawy- wydanie dwóch książek, z których każda opowiada tę samą historię, ale z innym narratorem. Przy jej wykonaniu zabrało jednak czegoś. Iskry, ikry, czy talentu?
    Chciałam napisać „oceńcie sami”, ale szkoda czasu na tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!