niedziela, 30 sierpnia 2015

"Numery. Czas uciekać" Rachel Ward


org. Numbers
wyd. Wilga

Śmierć. Jedna z wielu nieodgadnionych rzeczy na świecie. Nie dość, że nie wiemy co się z nami dzieje po tym jak umrzemy. Co prawda różne religie i kultury starają się nam tłumaczyć jakie są możliwości, ale koniec końców i tak dowiemy się, gdy nasz duch opuści ciało. Ale poza tym nie jesteśmy wstanie podać konkretnej daty, gdy nastąpi nasz koniec, chyba że znamy kogoś kto widzi numery.

Piętnastoletnia Jem ma dość trudne życie. Dzieciństwo spędziła  w towarzystwie matki narkomanki, która ostatecznie przedawkowała, później była przerzucana od rodziny do rodziny i tak naprawdę nie może znaleźć swojego miejsca. Żeby tego było mało, dziewczyna po spojrzeniu w czyjeś oczy widzi numery, specjalny kod, który jest przypisany każdemu z nas, bo jest to data śmierci.

O tej książce, zresztą jak o wielu innych, dowiedziałam się z booktube'a, a dokładniej mówiąc od Marthy Oakiss, która tak niesamowicie zachwalała tę książkę, że musiałam dopisać sobie całą serię do listy książek, które chcę przeczytać i gdy tylko zobaczyłam, że leży sobie ona na półce, musiałam ją wypożyczyć i nie żałuję.

Pierwsza część z serii Numery spodobała mi się od razu. Uwielbiam książki, gdzie bohaterowie mają jakieś dziwne nadprzyrodzone moce lub dary. Zawsze to jest większa atrakcja, a jak trafię na coś o czym wcześniej nie czytałam to tym bardziej mi się podoba. Oczywiście skłamałabym, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z bohaterem, który widzi datę śmierci ludzi, bo z takim czymś miałam do czynienia w mandze Death Note. Jednak między Numerami, a Notatnikiem Śmierci jest spora różnica, bo tutaj Jem urodziła się z tym darem, a w Notatniku Śmierci datę śmierci widzą shinigami, czyli bogowie śmierci, a osoba, która posiada notatnik może oddać połowę czasu swojego życia, która jej pozostała w zamian za otrzymanie oczu shinigami.

Chociaż od razu wciągnęłam się w fabułę książki, to po pewnym czasie zaczęłam popadać w nieco depresyjny nastrój, ponieważ naprawdę zżyłam się z bohaterką, której ciągle były rzucane kłody pod nogi. Współczułam jej, bo nie dość że życie jej nie rozpieszczało, to musiała radzić sobie z czymś, czego nawet naukowo nie można było wytłumaczyć. I jak sobie radzić w życiu z takim brzemieniem? Jak można patrzeć na przyjaciół, gdy jest się jedyną osobą, która wie, kiedy nastąpi ich koniec. Nic dziwnego, że Jem nie widziała pozytywów. Bardzo jej kibicowałam, gdy w końcu znalazła miłość w ramionach Pająka i miałam nadzieję, że uda się znaleźć jakiś magiczny sposób, aby pomóc pokonać śmierć jej najbliższym. Chciałam, aby coś dobrego jej się przytrafiło, coś co nada sens jej zyciu i wyjdzie ze swojej skorupy, do świata.

Gdy zaś chodzi o drugiego głównego bohatera, Pająka, to był on cudowny. Całkowite przeciwieństwo Jem, dzięki czemu nadawał tej książce śmieszne momenty, ale też to właśnie dzięki niemu największa akcja się toczyła, jednak żeby się dowiedzieć o czym mówię, musicie przeczytać książkę.

Czas uciekać zaczęłam czytać jakoś na sam koniec sesji egzaminacyjnej i to była idealna lektura przy której później mogłam się odprężyć, odmóżdżyć i utonąć w wirze akcji, bo jej tutaj nie brakuje. Cały czas się coś dzieje przez co ma się ochotę co chwilę krzyczeć: "O mój boże! To się nie dzieje!!!" Poza tym język był przyjemny w odbiorze , co również miało wpływ na szybsze czytanie.

Jednak gdy dotarłam na koniec lektury, to nie chciałam jej kończyć, a ostatnie strony mną tak wstrząsnęły, aż oczom nie wierzyłam, że tak to autorka rozwiązała. To było tak niewiarygodne i żałowałam, że nie mam kolejnej części pod ręką, bo z chęcią bym się za nią zabrała, żeby dowiedzieć się co jeszcze Rachel Ward wymyśliła. Nie ja się nie zgadzam, żeby tak kończyć książki! A co by było gdyby wydawnictwo w Polsce nie wydało kolejnych części? Przecież ciekawość zaczęła by aż zżerać od środka czytelników takich jak ja.

Na koniec chciałabym dodać, że z chęcią zobaczyłabym Numery. Czas uciekać na ekranie, czy to dużym to nie wiem, bo chociaż podobała mi się ta książka, to nie sądzę, aby miała ona w sobie aż tyle mocy, by wybić się na cały świat, ale jako produkcja telewizyjna w formie serialu czy nawet filmu, to z chęcią bym obejrzała.

Nie pozostaje mi nic innego jak wypatrywać w bibliotece kolejnych części serii Numery. Teraz najbardziej nie mogę się doczekać aż zabiorę się za drugą część po tym zakończeniu z pierwszej, a jeśli nawet ten tom nie spełni moich oczekiwać, to przeczytam ostatnią część trylogii, aby zakończyć całą serię.


1 komentarz:

  1. Chciałam "Numery" kupić w lipcu, na jakiejś smakowitej promocji (były po 10 zł!), ale niestety, nie kupiłam. I teraz bardzo żałuję. Tyle słyszałam dobrego na temat tej serii, a teraz jeszcze Twoja recenzja. Na pewno zabiorę się za czytanie "Numerów", bo sama uwielbiam głównych bohaterów z nadprzyrodzonymi darami :D.
    Pozdrawiam!
    http://elfiastaaczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!