wtorek, 5 maja 2015

"Szukając Noel" Richard Paul Evans


org. Finding Noel
wyd. Znak

Coś ostatnio poszłam w kierunku bardziej "dorosłych" książek. Nie znaczy to oczywiście, że zrezygnowałam z młodzieżówek, ale wiadomo, że od czasu do czasu chcę odkryć nowe horyzonty i nowych autorów, więc przypomniałam sobie, że ktoś mi kiedyś polecał książki Richarda Paula Evansa. Postanowiłam sprawdzić, czy moja uczelniana biblioteka posiada je na stanie i okazało się, że nawet jest tam sporo tytułów. Nie wiedząc co wybrać, zdecydowałam się na Szukając Noel.

Mark wyjeżdża na studia do innego stanu. Pragnie znajdować się jak najdalej od człowieka, którego nazywa ojcem. Na swojej drodze spotyka dziewczynę imieniem Macy, która ma za sobą przeszłość bogatą w zmaganie się z rodziną zastępczą i rozdzieleniem z siostrą. Teraz dziewczyna pragnie odnaleźć siostrę.


Gdy wybierałam sobie tę książkę, to kierowałam się opisem. Stwierdziłam, że może to być coś ciekawego i przyjemnego do poczytania. Bez żadnych oczekiwań zabrałam się do lektury i cieszę się, że miałam okazję poznać twórczość tego autora.

Książka jest napisana prostym językiem, więc szybko się ją czyta. Porusza ona tematy dość trudne, bo mamy tutaj problemy rodzinne Macy, ale także dość skomplikowane relacje ojciec-syn u Marka. Możemy zobaczyć co się działo z dziewczyną po tym jak została częścią rodziny zastępczej. Te wydarzenia były przejmujące i szkoda mi jej było. Przy historii Marka miałam wrażenie, że jest ona z lekka pominięta. Poznajemy powód dla którego był traktowany tak, a nie inaczej przez ojca, ale przy tej historii kompletnie nic nie odczułam.

Bardzo podobało mi się w tej powieści to, że każdy rozdział był opatrzony cytatem wziętym z pamiętnika Marka. Zazwyczaj spotykałam się tym, że jak w książkach były jakieś cytaty to pochodziły one od znanych, poważanych osób. Również narracja przypadła mi do gustu, gdyż mamy tutaj dwa tory narracyjne. Pierwszą torem jest pierwszoosobowa narracja Marka, a drugi sposób to narracja trzecioosobowa, która opisywała zdarzenia związane z Macy. Przy tym drugim typie narracji mieliśmy dostęp do retrospekcji, która ładnie została pokazana. W ogóle nie miałam wrażenia, że autor dodał ją nagle z przypomnienia, tylko idealnie została wtopiona w teraźniejszość.

Chociaż Szukając Noel podobała mi się, to nie jest to najwybitniejsza książka o tej tematyce. Czytałam wiele bardziej poruszających książek, ale mimo to przyjemnie się ją czytało i była dobrym kompanem do oderwania od własnej rzeczywistości.






1 komentarz:

  1. Słyszałam o tej książce kilka dobrych słów, jednak jakoś nie zawsze lubię twórczość Pana Evansa. Jeśli jakimś sposobem wpadnie w moje ręce to z ciekawości przeczytam :)

    http://mianigralibro.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!