wtorek, 19 maja 2015

"Korona w mroku" Sarah J. Maas


org. Crown of Midnight
seria: Szklany tron (#2)
wyd. Uroboros

Nie wiem skąd Sarah J. Maas czerpie pomysły, ale seria Szklany tron wymiata. Jakiś czas temu kupiłam sobie drugą część tej serii i miałam tak jak pierwszą zostawić sobie na wakacje, gdy będę mieć więcej czasu itd. Nie wytrzymałam! Na Wielkanoc musiałam koniecznie się dostać do świata Celaeny Sardothien i ta książka mnie zniszczyła.

Odkąd Celaena zdobyła tytuł Królewskiej Obrończyni, władca wysyła ją na misje, podczas których ma pozbywać się osób nie sprzyjających królowi. Monarcha ma całą listę wrogów, ale zdradza dziewczynie tylko po jednym nazwisku. Po jednym z wykonanych zadań otrzymuje kolejne, gdzie musi zabić Archera Finna. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że Archer i Celaena się znają... z Twierdzy Zabójców. Czy dawny znajomy naprawdę jest jednym z rebeliantów, którzy chcą znieść z tronu króla Adarlanu?

Ta książka do mnie krzyczała z półki, żeby ją przeczytać. Rzadko mi się to zdarza, żeby słyszeć głosy z książek, ale nie mogłam już jej słuchać, więc po nią sięgnęłam. Jako, że jest to drugi tom z serii Szklany tron, to miałam tyciusienkie obawy, że może być gorsza od pierwszego tomu, który tak bardzo mi się spodobał. Zazwyczaj gdy sięgam po serie, to ich kontynuacje właśnie takie są, ale nie w tym przypadku. Korona w mroku jest jeszcze lepsza niż Szklany tron.

Akcja tej książki toczyła się niesamowicie szybko. Albo po prostu tak brnęłam z kolejnymi stronami, że tak mi się wydawało. Najpierw mieliśmy takie uspokojenie, że Celaena trenuje, ludzie zjeżdżają na dwór, odkrywamy nowe tajemnice itp. i gdy dochodzimy do połowy książki BOOM! Sarah J. Maas zrzuca na nas bombę, cegłę, trzęsie naszą ziemią, że nawet nie zdajemy sobie sprawę, że ta książka nas topi w zdarzenia. Szczególnie jedno zdarzenie, które sprawiło, że musiałam na dwa tygodnie odstawić ją, bo tak mną wstrząsnęło. Nadal nie wierzę, że to się tam zdarzyło. Jak ona mogła nam to zrobić?!?! Sarah WHAT DID YOU DO???

Gdy już ochłonęłam od tego co się tam stało, chociaż i tak gdzie z tyłu głowy kołatało mi się ciągle "czemu? ah, czemu?", to nawet nie wiem kiedy skończyłam tę książkę. Wszystko co się później wydarzyło było jednym wielkim zaskoczeniem, z jednej strony układało się w całość, a z drugiej powstawały nowe pytania. Późniejsze walki, przygody dawały jeszcze więcej wrażeń.

W Koronie w mroku poza spotkaniem ze starymi przyjaciółmi, mieliśmy okazję poznać nowych bohaterów. Mogłabym zacząć jęczeń jakim dupkiem jest Roland, ale nie będę tego robić. Bo i po co? Wolę się skupić na małej postaci, którą pokochałam od pojawienia się jej, a mówię tutaj o kołatce Morcie. Tak, tak dobrze czytacie, kołatka, taka od drzwi. Niezwykła kołatka, bo gadająca. Nie wiem jak Wy, ale ja mam ogromną słabość do gadających przedmiotów, może za dużo Pięknej i Bestii się naoglądałam. Kiedyś, gdy czytałam Trylogię Czasu byłam zachwycona gadającym gargulcem, ale teraz jestem zachwycona gadającą kołatką.Rozmowy Morta z Celaeną były epickie.

A co z trójkątem Dorian-Celaena-Chaol? Oj działo się, działo! Szczególnie działo się między tą drugą parą. Od tej książki jestem totalnie TeamChaol i mocno im kibicuje, więc już nie mogę się doczekać trzeciej części, żeby się wyjaśniło co dalej będzie się działo. Chociaż muszę przyznać, że brakowało mi Dorian-Celaena time, ich rozmów, bo w Szklanym tronie było tego sporo, a tutaj trochę się od siebie oddalili. Rozumiem dlaczego taki zabieg został zastosowany, ale jednak brakowało mi tego.

Lepszej kontynuacji nie mogłam sobie wymarzyć, więc stawiam teraz The Heir of Fire bardzo wysoką poprzeczkę. Po zakończeniu Korony w mroku powstało w mojej głowie tyle pytań, że mam nadzieję, że znajdę na nie odpowiedź w trzeciej części. Jedyny problem jest taki, że na nią musimy poczekać do września. Nie wiem jak ja to wytrzymam, ale z pewnością muszę to zrobić. Dobrze, że są jeszcze noweli Zabójczyni, ale jak dla mnie one są znacznie za cienkie (chodzi mi o ilość stron, nie o jakość). Mam nadzieję, że przy kolejnej części też będę wciągnięta w akcję, będą momenty do rozpaczy, śmiechu, strachu i wielu innych emocji, które wywołała u mnie Korona w mroku. I need more Celaena!!!

2 komentarze:

  1. Świetna recenzja, prawda, że Sarah zaskakuje, pewnie w olejnym tomie będzie takich niespodzianek coraz więcej... Co do Rolanda, to on to nic w porównaniu z Peringtonem, Rolanda jeszcze można jakoś w miarę naprostować na dobrą drogę. A co do Morta to też go uwielbiam, te jego dogryzanie gł. bohaterce, genialny;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Utwierdzam się w przekonaniu, że już teraz powinnam polecieć do księgarni kupić "Szklany tron" xd

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Komentarze typu: "obs za obs", "kom za kom", "fajny blog. zapraszam do mnie" czy "wpadnij do mnie na konkurs" będą uznawane za spam, a co za tym idzie będą kasowane!